piątek, 9 marca 2012

zapiski szkolne


Zapiski szkolne.



            Pomyślałam sobie, że muszę stworzyć taki niby kącik i raz kiedyś podrzucać coś z mojego zawodowego podwórka. Niewątpliwie jest to źródło „wszelkiej” wiedzy. Czasem  zadziwia mnie fakt, ile emocji, wrażeń  mi dostarcza.

            Od września ub. roku podjęłam się prowadzenia lekcji polskiego w tzw. gimnazjum dla dorosłych. Brzmi jak brzmi, ale jest to po prostu OHP.

I to właśnie tu zetknęłam się ze światem, który do tej pory był mi absolutnie nieznany. Ja przecież znałam wielu takich uczniów, którzy z różnych względów trafiali tam. Mało! Ja się z nimi nawet jakoś dogadywałam. Może to dlatego, że od zawsze żyłam z „samymi facetami”. W moim domu jest takie stężenie testosteronu, że wydawać by się mogło, iż niewiele jest mnie w stanie zaskoczyć.

A zaskoczyło! Ba! uderzyło we mnie! Łupnęło! Poraziło! Wywróciło mi świat do góry nogami i ujrzałam nice świata…

            Był wrzesień… Już nie lato, a jesieni jeszcze nie było czuć. Droga urokliwa. Rzadko tamtędy chadzałam, bowiem nigdy nie były to moje rewiry ani też nie prowadziła do jakiś często przeze nie uczęszczanych miejsc. Tuż za przystankiem autobusowym ( nota bene zapuszczonym i obskurnym przywodzącym na myśl przeszłą epokę) szłam prosto. Między starymi kamienicami przycupniętymi przy ulicy, z oknami suteren ustrojonymi firankami w łabędzie i rozłożyste pawie, prześwitywało  Jezioro Chmielowe. Niewielkie, regularne. W jego tafli odbijały się porastające naprzeciwległy brzeg drzewa z szerokimi koronami. Po kilkunastu metrach przed oczami wyrasta kościół św. Bonifacego. (To tam na jego tyłach siedzi mój objuczony troskami Jezus. Od jakiegoś czasu zaczęłam Go odwiedzać dość regularnie). Przeszłam jeszcze kilkadziesiąt kroków, napawając się słońcem, ciepłem, widokiem i, oczywiście moją Cesarią. Weszłam na teren ośrodka. Jeszcze rozanielona i przeszczęśliwa. Na progu powitał mnie dyrektor. „Jest dobrze” – pomyślałam.

Niewielki pokój nauczycielski trochę mnie rozczarował. Niosło zapach starzyzny, ale co mi tam.

Zabrzmiał dzwonek!

Klasa naprzeciw…

Dwadzieścioro kilkoro oczu… zupełnie mnie niewidzących.

- Witam was – rzucam poniekąd przyjacielsko, prawie familiarnie.

Zero zainteresowania.

To może chociaż uda mi się powiedzieć, po co tu jestem…

Mijają ciężkie minuty… wpatruję się w dziennik. Czytam obecność… Karolina, Wojtek. Kamil, Emil…

Każdy ma swoją historię, opowieść…

Razem… Czarny świat. Nica świata…

Przede mną czas próby…

Może kiedyś napiszę książkę… Niedługo poszczególne opowieści…