piątek, 2 marca 2012

Nie mam na nic czasu...


Nie mam na nic czasu…



Kiedyś usłyszałam, że do tego, aby życie miało sens potrzebne są trzy elementy: praca, pasja i rodzina ( kolejność  absolutnie przypadkowa). Wówczas  jakoś nie zawracałam sobie tym głowy, choć widać coś było na rzeczy, skoro utkwiło mi to i schowało gdzieś w zakamarkach umysłu. Dzisiaj sobie o nich przypomniałam i odkryłam, że oto szczęśliwie posiadam wszystkie te elementy i nawet dość proporcjonalnie rozłożyły się one w moim życiu… Tak sobie mniemałam zaspokojona i zadowolona z siebie, gdy oto usłyszałam: że za mało zajmuję się domem, że zbyt mało wkładam w pracę. Dowiedziałam się że, pasja jest jak zazdrosny kochanek – albo mu się poświęcasz w całości, albo znika…

Przeżyłam szok! Pierwsza reakcja była agresywna i skupiona przede wszystkim na odpieraniu ataków, potem przyszły łzy, które płynęły i płynęły… a potem przyszła refleksja…

W rzeczy samej kiepsko wyszedł mi ten bilans. W domu „koty” latają po kątach, w zgłębieniach listew zebrał się kurz, świat spoza okien jest nieco poszarzały i niewyraźny (ale, nie daj Bóg, słońca, bo ono wszystko zdemaskuje). W torbie mną i gną się sterty kartkówek, rozprawek i innych prac. Synowie – albo dzwonią, albo stoją i pytają, czy „teraz mam czas?”. Wzruszam usprawiedliwiająco ramionami i patrzę ze spojrzeniem: „nie teraz”.

Przyjaciółka nie dzwoni… pewnie wie, że jestem „zakopana” i nie chce dokładać… A ja siedzę przy komputerze i, od nie wiem kiedy, wpatruję się w moją kolejną powieść „Matka i córka” i … tylko wpatruję się, bo nie mam czasu, by przeczytać te kilkanaście stron i poprowadzić to dalej...

Nie byłam u Taty, nie byłam u mamy, bo nie mam czasu. Nie poszłam na spacer, bo szkoda czasu. Co się dzieje z moim czasem?! Jestem coraz bardziej w sobie…

Może to najnormalniejsze lenistwo, a może czas mi się kurczy… Sprawdzam zegarki, by zobaczyć, że wokół wszystko jest jak było. I chyba we mnie coś się zmienia…

Jutro siądę z piórem w reku i ustalę nowy plan… Życiowy remanent. Idzie wiosna! Wiosna idzie! Czas wyjść!





***

codziennie porządkuję świat

wyznaczam koniec rzeczom martwym

odkurzam te które jeszcze się nadają

naprawiam to co jeszcze się przyda



codziennie dokonuję ewidencji

przeprowadzam remanenty

robię bilans

-winien i ma

codziennie odkrywam debet

na rachunku mojego być

i nie mam jak uzupełnić braków



albo zabraknie sił

albo pomysłu

albo okazuje się

że rachunek trzeba już zamknąć



więc czekam na monit

-kara i odsetki

za życie niedopełnione



*** ( do Herberta pierwszy raz)



nie, panie Herbercie,

mój Cogito to nie jest ten sam

którego mi przedstawiono

to Don Kichote

na dwóch prawych nogach

co nigdy nie był sobą



to nie podróżnik

co zjadł wszystkie rozumy

i umie odróżniać dobro i zło



mojemu świat stoi na głowie



***



czas otrzymał skrzydła

i odleciał

zawieszona w dziwnym teraz

nie umiem nazwać tego, co było



słońce-jak słońce

było

narodziło się z czasem

albo w czasie



przestrzeń ograniczona

poza nią nie ma nic



rozszczepiona w rzeczywistości

jestem materią nieciągłą

zdolną być wszędzie i nigdzie



jestem cieniem idealnego bytu

z którym nigdy nie będę stanowić

idealnej jedności



I  oczywiście dotrwałym do końca dedykuję;


http://www.youtube.com/watch?v=QCn5S5nGGHE