poniedziałek, 7 listopada 2016

O tym, jak potykałam się o kamień Bronki Nowickiej, bo kamień jaki jest, każdy wie….



Ps.
ja też potknąłem się
o kamień już na początku drogi
(T. Różewicz)



Znowu ktoś podkopuje werdykty kapituły przyznającej nagrody, znowu coś się komuś nie podoba, znowu ktoś się z czymś nie zgadza….np Justyna Sobolewska nie zgadza się z nominacją Bronki Nowickiej "Nakarmić kamień". A Bronka otrzymała Nike. Wprawdzie laudacja nie przekonała mnie, absolutnie, nie zachęciła jak to było w roku 2009 w przypadku Eugeniusza Tkaczyszyna – Dyckiego, w którego poezji zauroczyłam się wprost po laudacji Grażyny Borkowskiej i zaraz też zaczytywałam się wielokrotnie jego nagrodzonymi wierszami z „Piosenki o zależnościach i uzależnieniach” ( nota bene z niezapomnianą dedykacją otrzymałam książkę od mojej przyjaciółki). A! swoją drogą taki zbieg okoliczności – jeden z tomów Tkaczyszyna – Dyckiego nosi tytuł „Kamień pełen pokarmu. Księga wierszy z lat 1987-1999".
Mimo to, że ogłaszający werdykt Tomasz Fiałkowski nie powalił na kolana, bo nie usłyszałam w owej laudacji niczego, co natychmiast uruchomiłoby we mnie imperatyw posiadania tej książki ( stawiałam na Skorunia Jacka Płazy i tę pozycję zamówiłam tuż przed galą, Grzebałkowską już posiadałam) jednak coś mnie tknęło, gdy na scenę weszła nieco zdezorientowana, jakby nieco nieobecna, jakby nieco oderwana od jakiegoś osobliwego, tylko jej znanego świata, skromna, ubrana szkolnie, prawie „galowo” jak przystoi na poważną akademię – Bronka Nowicka. I jakby na potwierdzenie, że znów będę miała piękną przygodę z czymś niezwykłym powzięłam postanowienie natychmiast wyposażyć się w „Nakarmić kamień” . I znów dane mi było otrzymać książkę od mojej przyjaciółki – rzeczonej wyżej.
Ową swoistą eksplorację tej materii rozpoczęłam od przeszukiwania Internetu, śledzenia doniesień na temat laureatki. Kilka artykułów, kilka tekstów, prób interpretacji, trochę mądrzenia się i tyle. Słowem nic innego ponad to, do czego sama właśnie się przymierzyłam.
Tak więc ja, choć wiem, że mało waży moje słowo, przeglądnęłam się Bronce, „przyczytałam” się jej. Nie jednorazowo! Najpierw wchłonęłam wszystkie poetyckie „prozki”, potem wczytywałam się małymi porcjami, by się nie zachłysnąć, nie zadławić, a następnie sublimowałam pojedyncze teksty. Powoli, z rozmysłem. Zdanie po zdaniu, słowo po słowie.
I podoba się, intryguje, zadziwia, prowokuje, daje pole poszukiwań interpretacyjnych, stawia pytania i szuka odpowiedzi na inne pytania. Wiele pytań. Chociażby pytanie o sens karmienia kamienia, które to pytanie zdaje się być dla mnie jako odbiorcy, najważniejszą aporią tego tomu. Ale też chce się określić świat, w jaki czytelnik zostaje wprowadzony? Narrację, jaką proponuje podmiot mówiący? Czy ów podmiot/narrator to porte parole Bronki? Czy to tylko postać skupiająca egzemplifikację różnych doświadczeń dziecięcych?  Bo to, co  nie ulega wątpliwości, to fakt, że po drugiej stronie czytelnika stoi Dziecko. Ale jeśli pojawiłyby się podejrzenia, że podmiot/ narrator owych proz – rzeczone Dziecko to zaiste porte parole Bronki, to wówczas zupełnie inaczej odczytuje się sensy… Wówczas czytelnik skupia się nie na uniwersaliach, ale wędruje do udręczonego dziecka, które b y ł o de facto.
Jednak w jakimś stopniu jestem spokojna, bowiem w rozmowie z Korwin – Piotrowską Bronka odżegnywała się od takich asocjacji. Tym lepiej dla mnie. Bo w innym razie mogłabym obawiać się demaskacji przez samą Autorkę, która mogłaby się zżymać, że raz następny ktoś wie lepiej „co autor miał na myśli”, a tymczasem mam nieograniczone pole do własnej interpretacji, co niniejszym sobie czynię

Moje próby rozstrzygnięcia

Jakie relacje można ustalić?
Jaki jest świat u Bronki Nowickiej?
Jaka jest Bronka Nowicka?

 Relacja: Dziecko – Człowiek – Przedmiot

Świat zaproponowany przez Bronkę poznajemy z perspektywy dziecka, jego na pozór prostej, bezanalitycznej refleksji, opartej li tylko na impresji, zatrzymanej chwili, na zmysłach kodujących jednorazowy stan. Dziecko wydaje sądy jednoznaczne: dobre lub złe. Bez komentarza. Dziecko pozornie pozbawione jest doświadczeń, a przez to wydaje się być podatne na uproszczenia. Nie komplikuje, nie tworzy operacji przyczynowo- skutkowych. To co czuje, myśli, zdaje się być – na pierwszy rzut oka – bezwzględnie prymarne, ale tak nie jest. Bronka wchodzi w świat ludzi i rzeczy od zewnątrz. I wtórnie. To stan  doświadczeń i ich jakość każe podejrzewać, że była już w owym „wnętrzu”, wyszła z niego, a owo ponowne wchodzenie nie jest a priori, jak może się zdawać. Bronka ludzi i rzeczy traktuje jednakowo – żadna rzecz u niej nie należy do samej siebie, choć każda z osobna zachowuje osobliwą niezależność. „Jesteśmy” fraktalami, częścią wszystkiego – chciałoby się orzec po lekturze tomu.
Bronka sytuuje człowieka poza człowiekiem, pozornie pozbawiając go rangi człowieczeństwa ( to samo czyni z kamieniem pozbawiając go kamienistości – pogrywa tu z platońską ideą bytu, zgodnie z którą każda rzecz ma swoją ideę, która jest gwarantem jej istnienia),  ale owo odczłowieczenie jest paradoksalnie uczłowieczeniem w najwyższym stopniu. Wszystkiego; każdego członka, elementu, organu, które u Bronki zyskują własną autonomię.  ( ręka przypomniała sobie głowę i położyła się na niej – Furtka ). U Bronki Nowickiej rzeczy są inteligibilne, poznają  i same poddają się poznaniu. Ręce, włosy, język, stopy… próg, stół, lustro… smutek itd. u Bronki są eksterytorialne – wyłączone spod jurysdykcji czego/kogokolwiek, mają własne życie, intelekt, wolę.
W świecie Dziecka człowiek =  przedmiot/ przedmiot= człowiek. „Dziecko wie, skądś wie, że żadna rzecz nie należy do siebie”, ale jednocześnie takim stwierdzeniem przydaje owym rzeczom świadomość własnego bytu. Przedmioty podejmują świadome działania.„But, który się pręży gotowy do skoku. Skacze mi do twarzy. Depcze mnie mój but” Wszyscy(…) patrzyli na to coś nowo narodzone, czemu pościelowe guziki przez przypadek zrobiły oczy”( Poszewka).
To tu w świecie Dziecka nieustannie dokonuje się doświadczanie podmiotowo – przedmiotowe. To w podmiocie poznającym wzmaga napięcie. Owa relacja poznawcza odbywa się w ścisłym poczuciu rzeczywistości, mimo że czasem może sprawiać wrażenie relacji metafizycznej. To co dla każdego innego jest  niemożnością, jest transcendentne i wymyka się wszelkim możliwościom poznania, wejścia w głąb materii, w strukturę przedmiotu, dla Dziecka jest możliwe. Ono eksploruje przedmioty totalnie, na miarę swoich możliwości poznawczych.

Dziecko – Dziecko

Bronka Nowicka nieustannie mnoży hipostazy. Dziecko uprzedmiotawia siebie „Obok kładzie siebie” ( Poduszka do igieł), ojca, babki i wszystkie ich części anatomiczne, i rzeczy, które ich są, i którymi są otoczeni. Dokonując tego zabiegu, wyposaża owe części w świadomość, emancypuje je, daje im pełną autonomię „ moje nogi chodzą po pokoju, Ręce bronią dostępu do uszu. (…) Moje nogi nigdzie już nie pójdą(…)Moje usta krzyczą w jego rękę(…)” ( Próg). Podobnie zresztą ma się rzecz z przedmiotami, pojęciami, np. „chwila, która nie chce iść”, smutek ( tu już zupełnie mamy do czynienia z czymś absolutnie zaskakującym), który „leży obok. Nie topnieje. Nawet się nie poci.”

Dziecko – Matka/ Dziecko – Ojciec

Kiepski obraz tych relacji wyziera z poszczególnych tytułów tomu. Czasem strach pomyśleć, co się tam dzieje. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że niepokoi nas ten świat, w którym Dziecko „puka do uwagi matki. Otwarte – na moment wykrojony z siekanego mięsa”. Matka jest obiektem poznawczym jak wszystko inne dla dziecka, ale jednocześnie budzi w nim tęsknoty, pragnienia. („Łyżka”)„Matka się nie dziwi – zna rzeczy, które daje życie. Matka jest w ciągłym ruchu. „Matka myje garnek” (Zlew), „(…) ona ciężko pracuje na progu.” ( Próg)
„Nie wolno budzić matki, na której noc stawia odważnik” (Poduszka do igieł). „Dziecko (…) Chciałoby teraz zwołać „mamo”, ale boi się, że ona przyjdzie z miską pełną brudów i będzie pocierać o nie szarym mydłem. Przywlecze łyżki, noże i deski, żeby wystukać obiad dla dwóch osób. Będzie skrobać rybę, zdejmować śmietanę z mleka. Pocić się, ale nie płakać.” ( Ziemia).
I ojciec, którego ręce pewnego dnia znalazły dziecko i zaczęły bić. Ten sam, który „kiedy matka była w domu, czuł przymus ruszania się. Zostając ze mną, nie musiał” Dziecko myśli o nim: „Pierwszy raz widziałam kogoś, kto robił tak mało, że tylko był. (…) Nic nie powiedziałam, tylko zapukałam ojcu w czoło tak, jak się puka do drzwi. A ponieważ nikt ze środka nie zapytał „kto tam?” – wyszłam” ( Drzwi)

Relacja Dziecko Świat

Wielokrotnie udowadniana jest w prozach Bronki Nowickiej niemożność ogarnięcia uniwersum Dziecka. Może dlatego też tak wybiórczo świat zostaje ujmowany. Wyodrębnia ono z całości poszczególne jego elementy i poddaje je oglądowi, usiłuje wniknąć w istotę rzeczy, ustalić wzajemne relacje. Nic więc dziwnego, że świat wyłaniający się z owej swoistej, dziecięcej wiwisekcji jawi się światem odkształconym, pełnym dziecięcej konfabulacji, oparty wielokroć na na pozór tak bardzo nieprzystających do siebie asocjacjach, że w pewnych momentach mogą zdawać się być dla czytelnika zupełnie nieczytelne.
Dziecko czaruje świat, ma możliwość wpływania na bieg rzeczy: Niech będzie ruch. Niech mrówka ucieka po obrusie, taszcząc okruch ciasta. Trzeba nam osy nad stół. Niech coś brzęczy” ( Łyżeczka). „ (…pan głupek… ) wycelował patyczek w człowieka siedzącego na ławce: tamten powoli przechylił się   na bok i zasnął. Widziałam, chociaż nikt mi nie wierzył: pan głupek stał na skwerze i dyrygował światem”. ( Patyk).
Dziecko poznaje świat organoleptycznie, szukając istoty rzeczy „ – Smakuje ci chryzantema? – zapytało dziecko kamień i włożyło do ust płatki zbite w kulkę (…). Chrupała jak kapusta i smakowała cmentarzem. /- Gorące – dziecko wsadziło palec w szarą górę (…)/  – Mróz – powiedziało i polizało oszronioną furtkę. (…). Poczęstowało się ziemią… .
Dziecko odwraca porządek rzeczy, to nie czas przepływa przez życie, ale „upływają ptak, las, człowiek przy lesie, i liść. Wiatr przyszywa liść do beretu. Człowiek i beret sprawiają, że liść nie mija tak szybko jak wiatr. Pociąg staje. Teraz liść pielgrzymuje do czasu przeszłego (…). – Gdyby – myśli dziecko – biec szybciej niż pociąg, można by dogonić wszystko, co było” (Okno).
Relacja Dziecko – Kamień

Czym/ kim jest kamień Bronki Nowickiej?
Kamień Bronki Nowickiej nie ma nic wspólnego z bezduszną, nieożywioną materią, tą z frazeologizmów  serce z kamienia, twardy jak kamień, kamienny sen…
Jest wprawdzie amorficzny. Ale jest osobowy.  Jest jak wszystkie inne rzeczy u Nowickiej inteligibilny. Z jednej strony ma w sobie paradoksalnie pewną niecielesność, z drugiej zaś jest bytem, który istnieje naprawdę. Jest nie tyle personifikacją, co personą – funkcjonuje z człowiekiem na równych prawach. Z człowiekiem i rzeczami, którymi ten się otacza. Kamień myśli, czuje. Potrzebuje pożywienia, by żyć. „ Boi się, że on umrze, bo nic nie je”. ( Poduszka do igieł), „Tak dziecko karmiło kamień, żeby żył”. ( Popiół) Tworzy z podmiotem mówiącym świadomą relację. Jest też pewną tajemnicą, której strzeże, jest własnością dziecka, czymś absolutnie jego.
Czego więc chce Dziecko ( dla mnie wciąż podejrzanie porte parole Bronki)?
Dziecko niemal jak rzeźbiarz lub demiurg chce powołać kamień do życia, wyposażyć go wolę, a jednocześnie chce, by stał się posłuszny jego woli, warunkiem sine qua non osiągniecia tego stanu rzeczy jest nakarmienie kamienia, bo przecież, aby żyć trzeba się pożywiać. Dziecko martwi się, bo nie umie nakarmić kamienia. Nie dlatego, że nie znajduje w nim ust, „Wie – cały jest ustami. Nie wie do czego je przystawić, żeby chciały jeść” (Poduszka do igieł)” – oczywiście nie kamień tu ma problem z jedzeniem, ale usta, ( które mają intelekt i wolę)… Nie wiedzą gdzie się przystawić!
 „(…) przystawiało kamień do wielu rzeczy, ale żadnej nie ubywało” ( Bryła gliny)
„Kamień jadł ten widok razem z dzieckiem, które już wiedziało: wyżywi kamień czymkolwiek, co przejdzie przez zmysły. Nawet bryłą gliny, jeśli na nią popatrzy, zwykłą trawą- jeśli jej dotknie. Może nawet samym myśleniem o trawie” ( Bryła gliny).
Czego jeszcze chce dziecko?
Mnie wydaje się i tego się trzymam, „ jak drewnianej poręczy” „(…){dziecko}chciałoby znaleźć się w ciałach i zatrzasnąć drzwi, które da się otworzyć jedynie od strony świata. Matka i ojciec waliliby w nie pięściami, ale dziecko słyszałoby tylko ćmę uwijającą się między ciastem a workiem. Dziecko czesałoby włosy.”
Na koniec chciałoby odnaleźć swój kamień odebrany mu przez ojca, wyrwany z gniazda, pożarty przez studnię… (…) Zanim przetoczy się czas.

Jaka jest Bronka Nowicka? Jakie jest je „poetyckie uniwersum? Co sczytałam z książki „ Nakarmić kamień”?

Otóż:
- jest postturpistyczna – pociąga ją starość i brzydota,
-  podmioty sygnowane są w tytule, bez tytułów prozy Bronki Nowickiej byłyby zbliżonym do bełkotu ciągiem zdań.
-  za sprawą Bronki/Dziecka – ( tu może mamy do czynienia z porte parole Bronki)  dokonuje się komplementarne spełnienie relacji poznawczej na linii  przedmiot – podmiot.
-  Świat Bronki Nowickiej jest wielką metaforą? Pewnie. Jest jej wielką odmianą jest wielką personifikacją. Tu jedna ręka pracuje, druga podpiera głowę” ( „Pudełko”) , „ Po kilku dniach bycia na miejscu ręce jadły, piły i pstrykały palcami. Za jakiś czas zachciało im się bić. Wtedy ojciec pokazał im mnie.” ( „Kieszenie”).i czyni to rozmyślnie sama z siebie, bez potrzeby uruchamiania wszystkich operacji mózgowych.
- świat Bronki jest przeorganizowany, zburzona rekcja, pogmatwane relacje przedmiotów względem siebie, zupełnie inaczej zorganizowane przestrzeń….(„droga z wody”)
- uciekanie się do swoistych katachrez może męczyć czytelnika, jeśli intencja pozostanie nadawcy mimo prób wciąż pozostanie dla niego nieodczytana.
dziwna jest u Bronki relacja między „ja” podmiotowym a czymś, z czym się (dziecko) styka. Przy pierwszym czytaniu jest wydawać się może  nieistotna, dopiero przy ponownym odczytywaniu staje się niemal fundamentalna dla zrozumienia brończyńskiego świata i dopiero wówczas czytelnik przenosi tę lekturową refleksję do pozalekturowego świata. I tam – w czytelniku pozostaje i funkcjonuje na zewnątrz tekstów jako pewna prawda o świecie. I tu możemy mówić o zbiorze Bronki Nowickiej „Nakarmić kamień” jako o książce, która nie pozostawia Czytelnika obojętnym, nie daje mu nasycenia, nie jest skazana na jednorazowość.

I jeszcze smutek jest u Bronki…

Jak wszystko inne: ludzie, przedmioty, pojęcia jest potraktowany został prze Bronkę Nowicką ontycznie. Jest nie tylko – jak  wszystko inne u Bronki Nowickiej – inteligibilny, jest bodajże jedynym w tym tomie podmiotem, który niejako „z zewnątrz”, sam z siebie nawiązuje kontakt z Dzieckiem, staje się jego nauczycielem, mówi o pewnych zobowiązaniach wobec Dziecka, mam wrażenie, że jako jedyny uczestniczy  w owym świecie Dziecka na zasadzie dialogu. „- Jak to jest – zapytał (smutek), składając gazetę, że ty w ogóle nie potrafisz płakać? Nie jesteś przecież zwierzęciem, tylko małym człowiekiem, powinnaś mieć te sztukę w małym palcu. Zobaczymy, czy czasem nie płaczesz do środka. (…). Gdy dziecko wylało już wszystkie zaległe łzy, smutek powiedział: – Teraz    nauczę cię, jak się płacze. Jeśli tego nie pojmiesz, możesz utopić się w sobie. ” (Statek)
 I w rzeczy samej jest on – ten smutek przejmująco smutny. Smutny, bo nie tak chciałoby się  myśleć o Dziecku i jego świecie, bo nie tak miało być…  „To dobrze; żeby przełknąć smutek, nie wystarczy go umyć, trzeba go obrać ze skóry.
.
Smutnie Bronka, smutnie, ale pięknie Bronka, pięknie……….. ( i mądrze).  Nike dla Bronki!

Ps. A ten cytat na długo zapamiętam

„Dlatego dziecko umiera trochę. Umierać więcej, trzeba mieć dla kogo”… ( Ziemia)
A na koniec polecam rzeźby Hirotoshi Itoha. Jaka piękna ilustracja!