sobota, 3 marca 2012

Sobotnia playlista z dominantą we francuskiej nucie

Sobotnia playlista z dominantą we  francuskiej nucie  
Zaczęło się niewinnie. Sobota. W końcu, po całym tygodniu pracy, chwila wytchnienia. Można by do kina, ale Marcel coś niedomaga. Wyjść z domu – trudno! A poza tym byłam rano ( zdjęcia poniżej). Szłam z psem, upajając się ciepłem ogrzewającym moje plecy. Chciałam, by droga do domu wydłużała się. Pies podskakiwał z radością, coraz skacząc na mnie w poczuciu swej psiej radości. „Życie mimo wszystko jest piękne!” – pomyślałam. Spacer! To jest to! Sobota! Właśnie wtedy stać mnie na bezkarne marnotrawienie czasu. Uwielbiam zachodzić nad jezioro, uwielbiam park, uwielbiam nie śpieszyć się….
A potem kawa, której pozwalam nawet wystygnąć, bo w tygodniu nie wiem, kiedy ją wypijam…
I wieczór…
Słyszę Bajora, który śpiewa francuskie piosenki… Paryż! (Muszę tam wrócić…) Przysiadam się do Krzysztofa. I zaraz rozbrzmiewają się francuskie nuty. Jest i Joe Dassin, i Edith Piaff, i Yves Montand, i Catherine Deneuve. A potem leci już wszystko, co się da!
I kończymy wieczór niefrancuskim, ale bardzo polskim Grechutą: „tyle było dni”…
I świta mi myśl: Kurcze! Jakie to fajne! Jakie mądre! Jakie normalne i zwyczajne! I w rzeczy samej: Gdyby nie wierzyć, że warte są tylko te dni, które jeszcze nie znamy, i ważnych jest kilka tych chwil, tych na które czekamy ... to życie nie miałoby sensu….
A ja… chcę żyć!
Ps.(Dałam kiedyś Krzysztofowi magnes ( tak  na lodówkę). Druga fraza wypisana na nim mówiła: (… ) najlepsze dopiero przed nami…)
nade wszystko