sobota, 17 marca 2012

Sobotnia playlista w sentymentalnym nastroju amerykańskich standartów…


Wprawdzie na dworze wiosna dała znać o sobie, pozwalając zapomnieć o minionych ziąbach, pozwoliła zrzucić ciężkie kurty. I inaczej świat wygląda od rana. Gałęzie drzew jeszcze ogołocone, ale w słońcu zdarza się zobaczyć zieloną mgiełkę spowijającą cienkie, niemrawe witki.

A mnie wzięło. Nostalgicznie. I nie jest to dla mnie żadnym zaskoczeniem, bo właśnie na takowym przednówku, gdy jeszcze nie wiosna, a już nie zima coś  mnie  uwiera, czegoś bym chciała, czegoś mi brakuje, dokądś bym szła. I wydaje mi się, że jestem dużo starsza niż wczoraj i bardziej zmęczona. Powiadają, że to przesilenie wiosenne. Ja to sobie nazywam wiosenną melancholią.

Krzysztof spogląda podejrzliwie, gdy widzi mnie zasłuchaną w liryczne standardy amerykańskie. A mnie one koją i jakby nieco łagodzą owe niespokojne uczucia.

Na początek rewelacyjne połączenie Raya Charlesa i Diany Krall

( a ja widzę tarasy nadmorskich kawiarenek jeszcze opustoszała, ale już  od czasu do czasu pojawiają się goniący za marzeniami ludzie)


a potem dawne….

Georgia  Ray Charles


I jeszcze raz…

Somewhere Over The Rainbow


A nade wszystko:

Smile Nat King Cole


Tu…. w tym momencie robi się poniekąd lżej… W na wpół przymkniętych oczach iszczą się american dreams

Gleen Miller


Na koniec sennie  polecam


Kończy się dzień… Może o dobrze, bo zrobiło się tkliwie… i  atmosferaa gęsta….

Dobranoc