poniedziałek, 27 lutego 2012

Dyskretnie się odsłaniam...


„Spotkania przy lustrze”, to powieść, która  stanowi swego rodzaju studium samotności, rozpaczy kobiety po stracie.



            Otóż, któregoś dnia zupełnie niespodziewanie, nie zdradzając wcześniej żadnych symptomów, umiera mąż Łucji – Edwin. W  oczywisty sposób budzi to zdumienie, a potem i gniew bohaterki, która  absolutnie nie może pogodzić się z takim stanem rzeczy.  Samotne dnie spędza w domu, rozmawiając ze swoim odbiciem. Owe rozmowy, poniekąd zupełnie absurdalne, przy których ożywają wspomnienia, prowadzą do pewnej analizy życia. Łucja wraca do zdarzeń, czasami pozbawia je znamion idealizmu. Być może czas, samotność, niekończące powroty do przeszłości, spowodują, że bohaterka uświadomi sobie, że żałoba, którą sama na siebie nałożyła jest zupełnie nieadekwatna do straty, która ją dotyka.

Na tle przeżyć Łucji poznajemy jej rodzinę, „historie” jej członków, które wpływają na los Łucji, na jej sposób postrzegania świata. Mamy tu  więc historię babki Stanisławy, Leokadii, córki, syna, czy też przypadkiem spotkanych ludzi – pana  Jerzego. Być może to oni konstytuują życie Łucji, wpłyną na nią w znaczący sposób, pozwolą jej żyć dalej mimo tej straty, jaka w momencie, w który się zadziała, zdawała się pozostać się absolutnym kataklizmem dla Łucji

            Temat z pewnością nie jest absolutnie nowy, natomiast starałam się znaleźć inne podejście do niego, potraktować go nie jako poradnik  pod hasłem jak żyć po takiej stracie, ale jest to bardziej poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, czy można żyć. I dlatego, żeby odpowiedzieć sobie na nie Łucja  przeżywa ponownie swoje życie, ale już bez woalu, który skrywał prawdę, pozwalając na konfabulację. Wycieczka w głąb siebie. Czasem przynosząca przeogromne poczucie szczęścia, a czasem udrękę, czy rozczarowanie.

             Nie jest to poszukanie zmiennika, nowego mężczyzny, kochanka, choć niewątpliwie na tym zdawać się może  niekończącym się etapie przezywania żałoby byłoby to jedno z bardziej logicznych rozwiązań. To raczej poszukiwanie nowych sensów życia. Te dotychczasowe  „wyrosły”, poblakły albo zupełnie naturalnie się zdewaluowały.