sobota, 18 lutego 2012

Aniołom


















Na mojej komodzie stoi
zastęp aniołów

 Jedne z połamanymi przez Marcela skrzydłami
-bo czynił ruch

nie zważając na ich świętość


Inne wyblakłe
od nasączonej związkami powierzchniowo czynnymi
szmatki
którą ich smagam
wprawną ręką
wyuczonym od dawna gestem
gospodyni domowej
bez żadnej głębszej myśli
czy atencji
albo jeszcze innej formy

oddania im czci

choćby w postaci
wody  czystej  
bez octu

dla oczyszczenia

Jeden
spowity celofanową
peleryną
uśmiecha się
tajemniczo
a może  to

sarkazm

ukryty  w błysku
folii


A niektóre unoszą
wymalowane na odczepnego brwi
jakby chciały mnie zapytać
co tu robię


Chciałam zignorować ich obecność
bo twarze miały bez życia                         
i nie były wiarygodne
a w zagłębieniach rys
niedających się wypełnić
niczym

 osiadł kurz                                                                     


To po co miałabym się
wygłupiać
składając przed nimi ręce na „amen”?


Lecz zdjął  mnie strach
gdy zatrzepotały połamanymi skrzydłami
a oczy były pełne wyrazu



Strzepując zakurzoną szmatkę
by przepędzić związki powierzchniowo czynne
szeptałam
na wszelki wypadek


Ty zawsze przy mnie stój
teraz
i na wieki
wieków

Amen


a propos Aniołów