wtorek, 21 lutego 2012

zawiośniało mi


Zawiośniało mi w głowie, w sercu i w życiu…. Wczoraj wracałam z pracy  z I.  Wysiadłam kawałek od domu, nie  chciałam, by manewrowała na niewielkim placu, a poza tym była to bądź  co bądź okazja zaczerpnąć świeżego powietrza. Szału nie było! – Jakieś dwadzieścia  metrów. Wysiadłam stargana pracą, a na domiar niezbyt zdrowa. Koniec  zimy mnie doprawił.  I nagle słyszę jakiś rozgardiasz. Całą chmarę rozwrzeszczanych ptasząt.  Pogłupiały?! Przecież ledwie słońce wyszło, a te czynią rwetes . Podeszłam do pierwszego ogołoconego drzewa. A tam zatrzęsienie wróbli. Nad nasypem promienie  słońca przesmykiwały się między konarami. Świat jeszcze brzydki i szary. Ziemia rozmiękła i nasączona niczym gąbka. Od rzeczki niosło… Wzdrygnęłam się, bo chłodne powietrze wdarło się przez rozchylone poły płaszcza. Rozhisteryzowane ptaki wołały  za mną…  Wpadłam do domu wprost na bukiet żółtych żonkili.

-Coś jest do ciebie – powiedział.

Wzięłam do ręki białą kopertę. Zawiośniało mi w głowie! W sercu załomotało!

I już być może w kwietniu ukaże się moja książka „Spotkania przy lustrze”.

Wkrótce  o niej opowiem…