sobota, 29 września 2012


Pisanie.

                Pisać każdy może…. (parafrazując słowa znanej piosenki w mistrzowskim wykonaniu  Jerzego Stuhra ), ja  również się ośmielam.  I jest to skądinąd desperacja i wielka odwaga. Bo pisać może każdy… lepiej lub gorzej… ale nie o to chodzi , jak to komu wychodzi….

                Czytam. Czytam wiele, wiele… ( więcej, Bogu dzięki,  niż piszę). I konkluzja jest bardzo przyziemna – co  niektórzy/-re  powinni zaprzestać owego procederu  pisania, by nie psuć gustów publiki, nie naddawać treści i ideologii tam, gdzie najnormalniej jej nie ma, by nie toczyć opowieści banalnych i … głupich…, by nie powielać tematów już tak wyeksploatowanych, że … powodują nieprzyjemne odczucia przepełnienia porównywalnego do sytości „po czubek nosa”.  Cały ten, poniekąd  bardzo enigmatyczny, wstęp ma służyć  swoistemu zamiarowi „publikowania” na blogu ( de facto mojej osobistej przestrzeni eksploatacyjnej) moich literackich dokonań.  

                Na ostatnim spotkaniu autorskim pewna pani – młoda   intelektualistka( nota bene; nie znam, ale dziękuję) – uzmysłowiła mi, że  w powieści „Spotkania przy lustrze”, może nawet niechcący poruszyłam dość istoty problem społeczny. A mianowicie problem wyalienowania  jednostki, problem zmagania się  ze swoim nieszczęściem, problem samotności wśród ludzi, problem podporządkowania się prawom życia bez możliwości protestu, czy chęci ingerowania we własny los, problem poświadczenia prawdy, że życie jest tylko pewną, wygodną formą konfabulacji , a w rzeczy samej jest takie, jakie jest… zupełnie poza naszymi wyobrażeniami…

Pomijając wszakże kwestie pseudofilozoficznych i – socjologicznych rozważań….

Postanowiłam wyjść z „ szuflady”, bo… jako jednostka( absolutnie powszechna), jako matka ( absolutnie idealna), jako nauczycielka (absolutnie zorientowana), jako pisząca  widząca absolutnie lepiej i absolutnie więcej)… Mam prawo!

Stąd pomysł….

Zapraszam jutro!