środa, 26 września 2012

Kiedy tylko zbliża się jesień, czyli...uwielbiam jesienne popołudniowe drzemki


Kiedy tylko zbliża się jesień, czyli...uwielbiam jesienne popołudniowe drzemki

(Może chcę stworzyć nowy cykl: Jesienne popołudniowe drzemki, czyli miałam dzisiaj piękny sen...)



Jeszcze na dworze grzeje dość mocno, jeszcze w korytarzu nie kłębią się kurty, szale i czapki. I światło zwłaszcza w pełni dnia nie zdradza nadchodzących mroków, ja już wyczuwam… owo usypianie, spowolnienie, misiowe rozleniwienie. Wczesne popołudnie przynosi ogromną potrzebę zwinięcia się w kłębek, otulenia miękkim kocem i zapadam… Na minut piętnaście, na godzinę….

Zapadam w sen i śnię…

I tak miałam dzisiaj piękny sen…

Oto jestem wciąż piękna i młoda. Na nieznanym lądzie tańczę na białym piasku Dominikany. Śpiewa mi Cesaria swoje „Embracacao”, czyli że nie tylko jest cierpienie na świecie, ale można uwierzyć w szczęście… . Gdzieś daleko, daleko, w oddali słychać dźwięki bachaty wyśpiewywanej wprost do zachodzącego słońca. Wokół wszyscy wolni od przyziemnych spraw typu: banki, zobowiązania i logistyka związana z dzieckiem realizującym rodziców plan o iście renesansowym wychowaniu, czyli  śpiewam, tańczę, recytuję… Wokół mnie w tanecznym pląsie pojawiają się obce twarze. Gorące promienie smagają skąpo odziane ciała, wiatr owiewa ogorzałe od skwaru twarze, biały piasek parzy stopy. Ze wzrokiem wbitym wprost w mój wzrok szepcą w nieznanym języku: szamańskie zaklęcia, pogańskie modlitwy,  a może skargi i złorzeczenia… Podnoszę głowę. Oślepiają mnie promienia słońca, gorący piasek parzy w  gołe uda, woda ma słony smak… Obce miesca… Nie takie były moje marzenia. Nie takie…

            Budzi mnie całus Marcela, który oznajmia z dumą, że dzisiaj nauczył się grać „Ody do radości” . Wstaję cokolwiek wypoczęta i z radością stwierdzam: Dobrze, że jestem tu, gdzie jestem


***

ona tańczy na dzikiej  plaży Samana
bachatę
szalona Isadora
z nieobecnym partnerem
który zniknął
już dawno nie zostawiwszy serca
i adresu

morska bryza studzi ogień jej ciała
spowitego w księżycowe pareo
pod którym falują swobodnie
opuszczone wyspy piersi

włosy oddane wiatrowi
plączą się między palcami
zjawiskowego kochanka

szumi czarne morze
nadaje rytm
przyspiesza bicie serca
rozkręca sztywne biodra tancerki
muzyka
w  niej

tańczy ciało
i krew w żyłach

takt w takt
 samotny spektakl nie ma końca

***

przeszłość zaklęta w kropli łzy
wypuszczonej na wolność
przy bezwolnie puszczonej pamięci
budzi zdumienie

odkrywaniem faktów
wyssanych z codziennoś

bez skargi
ciśnie się do głowy
tworząc łańcuch przyczyn i skutków
z konsekwencjami na całe życie

fantasmagoria!

wszak wiem
nie można życia pędzić
tańcząc na tafli
nieznanego morza
ni brodzić po dywanach utkanych
z mgielnych chmur

więc

miękką stopą wtapiam się
w twardy grunt
i trwam