niedziela, 5 sierpnia 2012

Wakacyjny luz, czyli o tym, że istnieje piękny świat. I, choć nie ma w sobie owej wieczności jak świat, w którym żyjemy, ale jest cool i ok., i super, i ekstra… i w ogóle…..


Wakacyjny luz, czyli o tym, że istnieje piękny świat. I, choć nie ma w sobie owej wieczności jak świat, w którym żyjemy, ale jest cool i ok., i super, i ekstra… i w ogóle…..



            Nadmorski kurort. Od pewnego czasu, a tak mniej więcej zaraz po trudnym okresie transformacji, niewielka wioska rybacka przeobraziła się w  niemal wielkoświatowy kurort. Wraz z upływem czasu z krajobrazu znikały odrapane ściany budynków FWP, z pożółkłymi firanami,  z wąskimi tapczanikami typu „miś”, z umywalkami i kolorowymi plastikowymi czerwonymi  miskami na taboretach stojących tuż przy umywalce. Ale i tak owe „standardowe” budynki ośrodków, domków kampingowych pomalowanych zieloną olejnicą z szeregiem natrysków niekiedy kilkadziesiąt metrów usytuowanych od domku były często – gęsto powodem westchnień, za którymi czaiło się zazdrosne kłucie w sercu. Widok rodzin wysiadujących na gankach, dzieci bawiących się w piaskownicach pomalowanych na kolorowo (każdy drewniany bok kwadratowy na inny kolor) czaił wieczorami się pod powiekami, wypierając codzienne obrazki.  Wieczory na takich wyjazdówkach były wesołe! Oj Były! Bo co jak co – bywało w różnych okresach, że brakowało w sklepach wszystkiego – ale  jakimś dziwnym zrządzeniem losu, połączonym z wykształconym przez wieki polskim sprytem  i szaloną zdolnością operatywności zawsze znalazło się jakiś trunek rozwiązujący język, uszlachetniający serca, którym nagle zachciewało się bić szybciej w rytm śpiewów przy wtórze gitar albo przy dźwiękach knajpianej kapeli wygrywającej modne szlagiery. I nie tak jak dzisiaj - każdy ma swój grill, swoje ognisko, swoją gitarę lub słuchawki na uszach. Do każdych uszu, przez indywidualne słuchawki sączy się inna muzyka, co przejawia się między innym tym, że każdy sobie podryguje w różnym rytmie.

             W połowie września wioska zapadała w jesienno- zimowo- wiosenny letarg, by z końcem czerwca odżyć na nowo w przewietrzonych pokojach, odnowionych machnięciem pędzlem po zastrupianych ścianach, wypraniem ułożonych na łóżkach kraciastych kocach, jednakowych we wszystkich pokojach ośrodków FWP. W kątach, zakamarkach w szafach  pałętał się zapach  wilgoci pomieszany z butwieniem i  wieloletnim zużyciem.

            Ale (ja) wtedy nie szukałam pięknych światów. Chyba było  we mnie coś nieuświadomionego wówczas,  co można by było dzisiaj określić jako przeświadczenie jakobym żyła NA NAJLEPSZYM ZE ŚWIATÓW.

Człowiek jednak jest jaki jest i jak mu jest dobrze, to z czasem okazuje się, że jest niedobrze i szuka. Szuka. Kombinuje, próbuje poprawiać, ulepszać, ubarwiać…. I po wielkich wysiłkach psu na budę wszystkie starania, bo jest tak jak jest, la vita continua… Barujemy się z codziennością, szamoczemy z problemami, targamy się za kudły z życiem, które nie odpuszcza. Nocami zasypiamy swoje rozczarowania w wywołanych snach, które reżyserujemy zanim zapadniemy w rzeczony sen. I tam bywa, że znajdujemy piękne światy, które nie wyglądają nijak jak nasz – ten, który znamy albo taplamy się w jakiś nieczytelnych zdarzeniach, nie próbując ich przywołać rano, albo wręcz odwrotnie- rzucamy się w wir życa, by zapomnieć o wyśnionych snach… .

            Piękny świat spadł na mnie jak grom z jasnego nieba, czyli nieoczekiwanie i bez żadnego mojego przygotowania. Spadł na mnie z całym impetem, rzucając mi się na oczy, na uszy, na inne zmysły i najmocniej uderzył w moją niematerialną część – w  moje emocje.

            Idę więc sobie podświetloną, architektonicznie obmyślaną, wieczorem podświetlaną promenadą nadmorskiego kurortu. Niebo gwiaździste nade mną, prawa moralne….. czort z nim! Gwar, tumult, polifonia w najlepszym wydaniu! Z pubów, tawern, restauracji, co to niegdyś były nadmorskimi knajpkami, w których pan Bogdan lub jakiś inny pan śpiewał robiąc się na Młynarskiego: „Jesteśmy na wczasach” albo na Gąsowskiego „Zielone wzgórza nad Soliną” ( choć po prawdzie to stamtąd na Solinę to ho, ho!)… no właśnie - to stamtąd dobiegają tony:nossa, nossa, Assim voce me mata…” lub zupełnie egzotyczne „Tche, tche tcherere…”. Parkiety ekskluzywnych lokali świecą pustką, ale co tam! Piękny jest świat!

            Oto idzie para – mąż i żona. Ona podbarwiona po całodziennym pławieniu się w słońcu balsamem brązującym z drobinkami szczerego złota, on zaś zaprawiony przed wyjazdem ćwiczeniami z Male Men'a. I ten mąż, który, w tamtym świecie jest jakiś taki  nijaki, w tym świecie nagle zdaje się być przystojniejszy i cokolwiek przypomina znanego aktora Cloney'a, albo innego Pitta… i ta żona, co to w świetle nadmorskiego słońca też jakaś inna – bardziej wygładzona, bez śladów cellulitu, objawów starzenia w postaci bruzd i kurzych łapek w okolicach oczu… I dzieci ( jeśli są – a są, bo w pięknym świecie świat dziećmi stoi) zdają się być jakieś grzeczniejsze i mniej upierdliwie…Tak! To jest piękny świat! Świat, który się śni! Świat umyślony w przeszłości! Zdjęty z kolorowych folderów, plakatów… Świat imaginacji i fikcji…

            Wszyscy się obejmują, tworząc takie swoiste łańcuchy szczęścia o wielkich, błyszczących ogniwach, z wygrawerowanymi nazwami światowych marek, pobrzękującymi bransoletami, łańcuchami ze złota słusznej próby 585. Na szyjach, prócz tych wielkich niczym wielkie oczyska (a nie oczka) łańcuchach (biedny Marley od Dickensa uginałby się jeszcze bardziej) dyndają aparaty fotograficzne z obiektywami o średnicy większej niż największa czara puzonu. Pięknie jest!  Ulice, uliczki i tłumne deptaki epatują miłością, seksem, spełnieniem… Piękny świat! Szczęścia dopełniają „lampiony szczęścia” lecące w niebo z pobożnym życzeniem wypełnienia braków, które zostały w świecie poza tym… Hotelowe, pensjonatowe, kwaterniane pokoje jęczą seksem… . Pięknie jest! Poza oknami, za którymi faluje i szumi zimne morze pozostaje ŻYCIE…Piękny świat wart jest ceny!!!

            Ranek wstaje… Sen pryska…. Coś, co ma swój początek, musi mieć i koniec…. Kończy się PIĘKNY ŚWIAT! I tylko ten, który jest trwa. Bo… wieczny jest….Ot! To!

            A człowiek, choćby … taka ja…  cały rok ma na to, by tęsknić do PIĘKNEGO ŚWIATA….