sobota, 28 lipca 2012

Coś poza związkiem, poza sensem….., czyli trzeba marzyć … i wierzyć, bo życie płata różne figle…

Coś  poza związkiem, poza sensem….., czyli trzeba marzyć  … i wierzyć, bo życie płata różne figle…


Przepraszam. Przepraszam i kajam się przed Wami! Miałam stworzyć z tego jakiś wpis…. , ale… Zabrakło mi siły ( po ludzku), chęci (po ludzku)… pomysł kołacze się we łbie ( takie- kiełbie we łbie). Tymczasem dla nadania f o r m y – coś!



                      ***

kropla

brzemienna  kolejną łzą zawisła

na brzegu rzęs

wahając się

spaść

czy

perlić się w ukryciu


strząśnięta  nieopatrznym ruchem powieki

rozpękła się niczym mydlana bańka


spłynęła 

żłobiąc koryto zmarszczki

pozostawiając kolejny ślad na mapie twarzy

umęczonej nieustanną zmianą mimiki

następnej roli do odegrania

bez  zbędnej eksklamacji i teatralnych gestów


w rwącą strugę

zebrana

pozostawiła gorzki smak na końcu języka

***



wieczory są najpiękniejsze

to nic

że ranek był podły

a cały dzień niósł gorycz porażki


pocałunki zostały

w  rannych zwidach

w nieprzetartych po nocy powiekach

w niespłukanych ożywczym strumieniem wody

w pełnej samotności łazience


śniadanie legło na obrusie

dalekim od tego na obrazie Maneta

( choć zbędny zdaje się być ten drugi…

a może nie)



trywialny obiad ze sztuką mięsa

po nim sjesta

(wyrzucone poza nawias spełniającej się bajki)


a romantyczna kolacja

skończyła się na przyswojeniu pojęcia ze słownika

suchego

zupełnie nie a'propos

ale z sympatycznym konsonansem

pachnąca śledziem i octem

jak za czasów sponiewieranych przez współczesność


ale wieczór jawił się

fantasmagorią

w której można zakląć świat

zrodzić miłość wypełniającą

absolutny desygnat

pozostający w sferze

wiecznych oczekiwań



wieczory są

obietnicą spełnienia

do rana

kiedy świt przyzywa nowy dzień