niedziela, 26 sierpnia 2012

Koniec wakacji…. czyli nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło….


Koniec wakacji…. czyli nie ma tego złego, co by na  dobre nie wyszło….



 


            Koniec wakacji!  Wypadałoby poutyskiwać, ponarzekać, pomarudzić, że się skończyło dobre, wypadałoby pofantazjować, co by było gdyby…. A ja nie! Nie będę narzekać! Skończyło się i basta! Wszak kiedyś napisałam, że co się zaczęło , musi się i skończyć… I tak mam lepiej niż inni…. Nie udało mi się ziścić marzeń – zdobyć nowego, rzetelnego wydawcę, wygrać jakiś konkurs,  schudnąć 15 kilo. Nie udało mi się doprowadzić domu do stanu absolutnie idealnego, nie skończyłam kolejnej książki ani nie zaczęłam  następnej i nadal oglądam Capo Verde w Google Grafice. Ale wypoczęłam, pokazałam mojemu synowi piękne miejsca, napisałam kilka dobrych wierszy, przeczytałam parę dobrych książek, oglądnęłam  filmy, na które zawsze żałowałam czasu albo go zwyczajnie nie miałam…. Mam też kilka momentów, które na kolejny rok staną się ważnymi punktami odniesienia… A nade wszystko wciąż mam marzenia do spełnienia…  Powiadają, że co się odwlecze , to nie uciecze. I tego się trzymam. Za rok znowu wakacje!   Przede mną długie, szare popołudnia i wieczory. Przestanie mnie gnać i ciągnąć Bóg wie dokąd. Zakopię się w koce, poduchy i będzie błogo, miękko...To sio tęsknoty i smutki! 
A teraz hajda! Do pracy! Pacholęta czekają! Hej ho, hej ho! do pracy by się szło!