niedziela, 1 czerwca 2014

Im jestem starsza, tym na więcej mogę sobie pozwolić…

                Kiedyś, kiedy byłam młoda - bo jakby na to nie patrzeć, przy całej sympatii dla ludzi chcących temu zaprzeczać młoda nie jestem już od dość dawna (można powiedzieć wiele: w kwiecie wieku, niestara, dojrzała,  w sile wieku) - przywiązywałam wielką wagę do konwenansów.I o dziwo! Wciąż mi coś nie wypadało; spodniczka za krótka, spódniczka za długa, kolor szary, a nie różowy, wypić lampkę za dużo albo nie wypić wcale. Trzymałam się kurczowo różnych etykiet, bo… wciąż byłam na cenzurowanym
- No wiesz, tak głośno się śmiać w restauracji?! Komu jak komu, ale tobie to nie wypada.
- Wybacz, moja droga, ale jesteś już w takim wieku, że taki kolor ci absolutnie nie przystoi.
- Masz już męża, dzieci i  nie byłoby to dobrze widziane, gdybyś poszła z koleżankami do dyskoteki.
-Kto to widział, aby kobieta zamężna, matka dzieciom, sama siedziała w restauracji i na domiar wszystkiego popijała lampkę wina, albo co gorsza piwo.
- No co jak co, ale chyba nie wyobrażasz sobie samej jechać na wczasy!?....
                Obwarowana zakazami, nakazami, ograniczeniami  wypełniałam wszelkie swoje role życiowe, skrupulatnie przestrzegając niepisanych zasad, aby nie skompromitować się, nie przynieść wstydu mężowi, dzieciom, uczniom, teściom, rodzicom, sąsiadom, szwagrom, zięciom, koniom braciom. Niekiedy miałam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą, z przygotowanym palcem wskazującym, by mi pogrozić,  jakbym nie daj bóg, wyszła poza  przyzwolone ramy. Co mnie to zdrowia kosztowało, to szkoda słów!
                Ale teraz  doszłam do momentu, kiedy mogę wiele, bo już, co miało  się stać się stało! Mam swoje lata, jestem teściową, babcią. Ustabilizowałam swoją pozycję, umocniłam się na wszystkich płaszczyznach. Zadbałam o opinię. Lata pracy!I teraz mogę  nosić różowe bluzki, mogę biegać w balerinach, oszczędzając nadwerężone przez lata noszenia szpilek nogi, mogę tańczyć albo nie tańczyć, mogę śmiać się na głos i opowiadać sprośne kawałki, mogę kokietować ( bo i tak nikt na serio  tego nie weźmie), mogę się uczesać starannie albo się nie czesać ( bo i tak przez lata ludzi przywykli do takiego a nie innego mojego wizusu). Stać mnie na dystans! I nie czerwienię się już przy obcych i gula nie rośnie mi w gardle, kiedy mam przemówić publicznie, i mogę sobie pograć w restauracji na pianinie. Mogę jeździć na rowerze w krótkich spodenkach albo w zwiewnej sukience i mogę śpiewać na całe gardło, kiedy jadę samochodem.  Mam w sobie luz! Taptaraptadadadadadada

http://www.youtube.com/watch?v=EK8oWDluu18