środa, 4 sierpnia 2021

Oswoić strach

            Nie pamiętam, kiedy mój egzystencjalny spokój został zburzony przez lęk przed śmiercią. Nie znaczy to, że kiedyś o niej nie myślałam. Myślałam. Ale kiedyś, gdy byłam młoda, miałam skądinąd mylne przeświadczenie, że może się ona trafić na skutek …przypadku. W zasadzie w grę wchodził bodaj tylko wypadek. Nie umiera się ot! tak sobie - myślałam.

Byłam dzieckiem, gdy moja starsza koleżanka zginęła pod kołami wojskowego samochodu. W moim młodzieńczym życiu był to jednostkowy przypadek. Tak wyjątkowy, niewiarygodny a zarazem tragiczny, że na całe lata utkwił mi w pamięci. …Potem zdarzyło się, że umarł ktoś młody…Smutna wieść roznosiła się po mieście lotem błyskawicy. Że dziecko, że zatruło się, że rozpacz, że tyle miało życia przed sobą. Przerażało mnie to, ale szczęściem - mimo wszystko- wciąż ja osobiście daleka byłam od doświadczenia śmierci. Miałam mamę, tatę, babcie, dziadków, wujków i ciocie. Wszyscy mieli się dobrze - przynajmniej ci, którzy w jakiś sposób pojawiali się na mojej orbicie. Śmierć omijała moją rodzinę. Najbliższych. Była jakąś bliżej nieznaną historią. Dawno temu umarła jakaś babka, jakaś ciotka, daleki krewny. Umarli, bo byli starzy. Nażyli się!

W moim dzieciństwie nie było pasków na ekranie telewizora, na których na okrągło przesuwają się wiadomości, w których dominują dramatycznej doniesienia: ktoś kogoś zamordował, mąż żonę, syn matkę, matka dziecko… Zginęło kilkanaście, -dziesiąt osób w zamachu, wybuchu, ataku, katastrofie, powodzi, tsunami, pożarze… Niezliczone tysiące śmierci, które - o zgrozo! - robią coraz mniejsze wrażenie. Ludzie co się stało z naszą empatią! „Dziwna arytmetyka współczucia!”

 Na pierw­szej stro­nie

mel­du­nek o za­bi­ciu 120 żoł­nie­rzy

 

woj­na trwa­ła dłu­go

moż­na się przy­zwy­cza­ić


tuż obok do­nie­sie­nie

o sen­sa­cyj­nej zbrod­ni

z por­tre­tem mor­der­cy

 

oko Pana Co­gi­to

prze­su­wa się obo­jęt­nie

po żoł­nier­skiej he­ka­tom­bie

aby za­głę­bić się z lu­bo­ścią

w opis co­dzien­nej ma­ka­bry


trzy­dzie­sto­let­ni ro­bot­nik rol­ny

pod wpły­wem ner­wo­wej de­pre­sji

za­bił swą żonę

i dwo­je ma­łych dzie­ci


po­da­no do­kład­nie

prze­bieg mor­der­stwa

po­ło­że­nie ciał

i inne szcze­gó­ły

 

120 po­le­głych

da­rem­nie szu­kać na ma­pie

zbyt wiel­ka od­le­głość

po­kry­wa ich jak dżun­gla

 

nie prze­ma­wia­ją do wy­obraź­ni jest ich za dużo

cy­fra zero na koń­cu

prze­mie­nia ich w abs­trak­cję

te­mat do roz­my­śla­nia:

aryt­me­ty­ka współ­czu­cia

 ( Pani Cogito czyta gazetę Zbigniew Herbert)

         Miałam prawie czterdzieści lat, kiedy się przydarzyła. Owa pierwsza ważna śmierć, która uczyniła mnie dorosłą. Świat już nigdy nie był taki sam. Ja już nigdy nie byłam taka sama. W moją powszedniość wkradła się myśl o śmierci. Z początku jawiła się z rzadka, na krótko i dawała się przegnać inną. Nie zasadzała się na dłużej. Ale z czasem stawała się treścią przedsennych refleksji, niekiedy wybudzała mnie, pozostawiając rozedrganie, które potrafiło przyćmić każdą radość. Snułam fantasmagorię, tworzyłam scenariusze, wymyślałam światy „po”. 

Strach rozrastał się we mnie, pęczniał, anektował wolne przestrzenie, wypełniał tkanki, krążył w żyłach. Był wszechobecny.Starałam się żyć ostrożnie, oglądając się za siebie, iść przez życie na palcach jakbym stąpała po kruchym lodzie. Niekiedy udawało mi się zepchnąć strach przed śmiercią w zakamarki umysłu. Ten jednak wyzierał nieproszony, szczerzył zęby, obezwładniał. Czasem bałam się tak bardzo, że pragnęłam, by stało się już. Natychmiast. By już było po. Strach odbierał mi radość życia.

            Dzisiaj (chyba) nauczyłam się z nim żyć. Oswoiłam go. Dzisiaj wiem, że śmierć jest nieuniknioną konsekwencją, realizacją banalnej prawidłowości, skoro człowiek się urodził, to musi tez i umrzeć. Nie ma ucieczki, nie ma wyjścia, nie ma alternatywy. Kiedyś sobie tak napisałam:

 

 



Pierwsza śmierć była

jak spełniona apokalipsa

rozrywała żyły

pulsowała w każdym milimetrze

zmęczonego ciała

nie dała żyć

 

była dniem i nocą

świtem, zmierzchem

snem i śnieniem.

 

Druga śmierć przyszła spokojnie

nie darła szat

nie toczyła łez

oglądana drugi raz

czasem budziła zdziwienie

że tak wcześnie

że tak cicho

że mogła zaczekać

 

Trzecia śmierć

była faktem

nie może więc być

tematem oryginalnej poezji

(Trzy śmierci Iwona Żytkowiak)


2 komentarze:

  1. Też „dryfuje” ze mną ten temat... Czy życie i śmierć jest przypadkiem? To nasze codzienne ludzkie dylematy. Nie jest łatwo:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń