piątek, 10 maja 2019

Znów sobie myślę…( Osobiste)



„Nie skarżę się na to, że jestem stary. Nie zazdroszczę młodzieży, że ma jeszcze życie przed sobą; ja nie chcę go mieć jeszcze raz przed sobą. Ale zazdroszczę jej, że przeszłość, która za nią leży jest krótka. Kiedy jesteśmy młodzi, możemy ogarnąć swoją przeszłość. Możemy nadać jej sens, nawet jeśli ciągle jest inny ( Kobieta na schodach, Bernhard Schlink,s. 60)
Tak powiedział ustami jednego ze swoich bohaterów Bernhard Schlink. Trzymają mnie te słowa i nie chcą odpuścić. Rzadko tak mam, że przeczytana książka coś zmienia we mnie. Owszem, zdarza się, że poruszy, rozśmieszy, zbulwersuje, czy też wskrzesi zapomniane wspomnienia. Ale przecież jest tyle książek do przeczytania! Patrząc na regały w moim domu, mam absolutną świadomość, że nie starczy mi życia, by je przeczytać! Ba! Mam za sobą tyle przeczytanych książek. Wszystkie są o czymś, niosą jakąś opowieść, zawierają uczucia, budzą emocje. Wiem, że nie mogę magazynować w sobie wszystkich emocji. Bo przecież nikt nie ma w sobie takiego rezerwuaru. Na szczęście! Dlaczego więc te słowa tak mocno zakotwiły we mnie? Może to przez ową przyszłość, która przede mną. A przede mną niekończące się wolne. Wolne od pracy, od sprawdzianów, od kartkówek, rad pedagogicznych, spotkań z rodzicami, czasu promocji, czasu konkursów, pisania scenariuszy, szkoleń, przeżywania rozterek uczniów, ich sukcesów, upadków, zmagania się z podstawami programowymi, oceny mojej pracy, oceny czyjeś pracy, nieustającej oceny, bo przecież wciąż i wciąż  jestem poddawana jakimś ocenom. 35 lat! 35 lat i 4 miesiące! Szmat czasu! Mam za sobą długą przeszłość i w najlepszym wypadku około jedną trzecią tego czasu , który przeżyłam do przeżycia. Mam też wciąż wielki apetyt na życie
Schlink napisał: „Przeszłości nie da się zmienić. Już dawno się z tym pogodziłem. Trudno tylko mi się pogodzić z tym, że z przeszłości wciąż nie wynika żaden sens”. ( Kobieta na schodach, s.75)
I tu nie zgadzam się z nim. Z mojej przeszłości wynikło bardzo dużo. Dla mnie i zapewne nie tylko dla mnie: dla moich najbliższych, przyjaciół, może dla moich uczniów. To co  nastąpi jest wypadkową przeszłości, to ona zdeterminuje moje życie. ( takie mam mniemanie). Chcę uspokojenia, spowolnienia. Chcę mieć czas, by się zapatrzeć, zasłuchać w świat. Odnaleźć siebie, własną duszę. Bo chyba w owym ferworze życia gdzieś mi się przez ostatnie lata zawieruszyła.
"Dusze wiedzą, że zgubiły swojego właściciela, lecz ludzie często nie zdają sobie sprawy, że zgubili własną duszę. " (Zgubiona dusza, O. Tokarczuk, J.Concejo)
 Smutne jest to, że w życiu tak jest, by coś zyskać, trzeba coś stracić. Poświęcić. Nie ma wygranej bez ofiar/ ofiary. "Musi pan znaleźć jakieś  swoje miejsce – mówi lekarka z "powiastki" Olgi Tokarczuk i Joanny Concejo „Zgubiona dusza” – usiąść  tam i spokojnie poczekać na swoją duszę. Zapewne jest teraz tam, gdzie pan był dwa, trzy lata temu. Czekania więc może trochę potrwać. Innego lekarstwa dla pana nie widzę". I mówi to, kiedy Jan pyta:
- Czy ja też zgubiłem własną duszę?
Smutne, ale jeśli w porę uświadomimy sobie ten stan rzeczy, jest dla nas szansa, jest nadzieja. Zielone przed nami...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz