wtorek, 10 marca 2015

Co prawda, to  prawda


Nigdy nie napiszę bestselera! Chociaż wiem, co to jest, i jak się doń zabrać. Mam oczytanie, obycie, oprzyrządowanie językowe, świadomość czasu, miejsca, trednów… Cholera! Mało wiele nie mam! Brakuje mi nazwiska, skandalu, kontrowersji, która bodłaby w oczy, uwierała jak kamyk w bucie, dokuczyła jak giez „na rozległej płaszczyźnie czterech liter kobyły” ( nie chciałabym używać trywializmów w stylu „na kobylej dupie”). Piszę, szukając prawdy życiowej, która byłaby spójna z tym, co widzę i z tym co myślę. Była – jeśli nie prawdziwa, to prawdopodobna. Piszę, szukając umocowania w historii – tej bliskiej, indywidualnej,tej – ciut dalszej, ocierającej się o Wielką Historię, która zdeterminowała losy tych najmniejszych, nieświadomych „ dziania się” ludzi.  Piszę z wielkim szacunkiem do języka.Nie dając się ponieść przypadkowym konotacjom, obowiązującym modom, konceptualnym rozwiązaniom. Bo nie o oryginalność mi idzie, nie o tani populizm mi idzie, nie o banał mi idzie…. Ale o wyrażenie tego, co w duszy gra, co natknęło się na mnie, bez mojej woli i wiedzy, co nie dało mi spać, żyć…Co nakazało mi pisać.
Nie pozostaję wolna od błędu…Wciąż uczę się i uczę i wciąż jeszcze wiele nie umiem…