niedziela, 15 września 2013

Sobie pomyślałam


Sobie pomyślałam…

Ufff!  Po trudach, schodach, po grudach udało mi się ukończyć pierwszą część najnowszej powieści. Jak to bywa - koniec bywa różny od zamierzonego… Bo to tak w życiu bywa. Człowiek zafrapowany  życiem  w jego najdrobniejszych aspektach,  z jego codziennością, banalnością spraw nie zawsze potrafi oderwać się od ziemi  i udać w świat fikcji i imaginacji… Codzienne sprawy tak mocno przygniatają i ciągną do dołu, że  niekiedy starcza sił tylko na oddech  niezbędny do przeżycia.  Widać taka moja karma, że nigdy nie będę takim lekkoduchem natchnionym zdolnym porzucić swoją przyziemną powinność matki, żony, córki, teściowej, nauczycielki  itp. itd.   oddać się bez reszty sprawom wyższym.
Ukochany mój Mistrz i Mentor Zbigniew Herbert  po trudach i grudach dochodził do wyżyn krętymi  drogami, potykając się wszelako o bruki  Stanów  Zjednoczonych, pięknej Grecji, zacnej Francji, klasycznych Włoch, zastałej w tradycji Anglii. Po każdej podróży pozostawiał ślad. (tu też zachęcam do lektury Barbarzyńcy w ogrodzie, Martwej natury z wędzidłem, Labiryntu nad morzem, Mistrza z Delf). W latach 1970-71 przebywał sobie  na ten przykład na Zachodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych jako visiting professor Uniwersytetu Los Angeles. Ot! Taka sobie dywagacja. Bo ani mnie dążyć do owych wyżyn, ani snuć fantazje, by jako On szczyty zdobyć… Pewnie i nie posiadam takowych zdolności, kompetencji i w ogóle… Mnie o co innego chodzi…. A mianowicie o to, jak to jest i czy można tak…. Rzucić wszystko i jako zdeklarowany ubożczyk, bez pieniędzy, koneksji,  bez żadnych drogowskazów…  iść gdzie słońce wschodzi i kędy zapada. Czy za prawdę mieć ową determinację, która nakazuje porzucić wszystko i iść w nieznane?  Wyjechać do Deii na Majorce albo do Toskanii i tam wśród nostalgicznych krajobrazów, sącząc zmrożoną sangrię oddawać się kontemplacji sztuki. Tworzyć… Czy da się bez grosza przy duszy przetrwać z dzisiejszym materialistycznym świecie?
A może to wszystko to tylko bajka na użytek płochych pięknoduchów i innych „popaprańców różnej maści”, co to sobie uzurpują prawo do bycia kimś wyrastającym poza przeciętność…