sobota, 13 lipca 2013

Trafiła się leniwa sobota, czyli wpis ni z gruszki, ni z pietruszki… chociaż może jednak?


Trafiła się leniwa sobota, czyli wpis ni  z gruszki, ni z pietruszki… chociaż może jednak?


Wakacje. Kolejne wakacje w moim życiu. Na tyle spowszedniały, że nie wiem, czy mam się nimi fascynować, czy nie. No bo przecież. Jeżeli coś wpisuje się w pewną cykliczność… nie stanowi już jakiejś oryginalności. Wpisane jest w nasz czas. I kwita! Tak więc żyję sobie wakacyjnie, trawiąc czas na określonych zadaniach, przez się samą ustalonych. Zatem – rano chodzę z kijkami, jeżdżę na rowerze, piszę, w ostatecznej ostateczności gotuję obiady i piorę…., potem realizuję program powszechny matki – polki, potem siusiu paciorek i spać. Niekiedy w pewnych antraktach dopadają mnie tęsknoty za NIEZNANYM, ale zaraz biorę się karby i tkwię w  mojej realności. Pokornie i cierpliwie. Od poniedziałku po niedzielę i etc. ,wypełniam  utarte schematy. W wieku pięćdziesięciu lat człowiek już wyparł  z wyobraźni nieoczekiwane historie bez możliwości zrealizowania się. Już wie, że ziemia jest twarda, upadek bolesny, a skrzydła ikariańskie nie zawiodą za daleko… A jeśli nawet przekradnie się do świadomości jakaś myśl niesforna, to ją kadzidłem! i a kysz! przegonić zda się. Bo rozum podpowiada, że tak należy i tak trzeba. Więc ja - zdeklarowana realistka z kikutem skrzydeł odciętych dużo wcześniej przez okrutny i bezwzględny los nauczyłam się stąpać po twardej ziemi, raz po raz wyrzucać z buta uwierający kamyk. Za cel i sens upatrując realizację zadań zadanych mi przez życie.  I nijak do głowy by mi nie przyszło, bym mogła się temu sprzeciwić, albo z onym życiem moim  się kłócić. Wszak wiadomo, że z koniem się nie kopie. A tu! Masz ci babo placek! Jak kurze ziarno, trafiła mi się leniwa sobota. I w perzynę obróciły się wszystkie moje plany, zadania, przedsięwzięcia, odgórne dyrektywy, narzucone przez samą się imperatywy. Poszło! Rozbiło się jak mydlana bańka. I zamiast wypełniać przeznaczone i opracowane schematy siedzę sobie i bredzę. A co?! Nie wolno mi!? Zjadłam sobie pomidorową, polatałam po mieście, polegiwałam sobie na wypoczynku w stołowym, nawet kawę wypiłam w łóżku. Panisko! Co się zowie! I nie zamierzam sprzątać, prać, piec placki drożdżowe! A niech mi tam! Ale poleniuchuję, a potem zaś! Spakuję swoje i dzieciaka mojego najmilszego rzeczy i ...Hajda! Wiśta! Wio! Na Warszawę! Zamykam oczy I już ci pod powiekami jawią mi się wielkie światy stoliczne! I szum! I rwetes! I wielka niewiadoma!  I pal sześć! plany, zamierzenia i ambicje! Leniwa sobota! A potem Warszawa, a potem Bieszczady… a potem… potem trzeba będzie wziąć się do pracy! A teraz ! Hulaj dusza, piekła nie ma! Na Warszawę! Hurra!
http://www.youtube.com/watch?v=EK8oWDluu18