sobota, 11 maja 2013

W cztery oczy...


 

Zamiast wstępu

                Kiedy okazało się, że jestem w ciąży, świat stanął na głowie. Poszły! Plany! Marzenia! Ambicje związane z doktoratem! Poszła figura! Spokój! Poszła mrzonka o domku pod lasem! Niekiedy, i naprawdę rzadko, z uśmiechem pobłażliwości  myślę o amtym okresie mojego życia. Za to nie ma dnia, abym nie cieszyła się, że  mam jego- Macela. Boję  się, że zanim się oglądnę, uleci  mi z pamięci co najpiękniejsze. Rozmowy. Rozmowy z moim synem.

                                 Rozmowa pierwsza

Marcel  mówi:

- A lubisz, mamuś Flinstonów?

                Sprzątnąwszy po kolacji, dokonawszy ablucji sponiewieranego czasem i  zmęczeniem ciała, zamierzam zasiąść do komputera.  Myśli kłębią mi się w głowie. Zarówno te, które dotyczą zdarzeń de facto, jak i te, które  prowadzą mnie do mojego świata  fabulacji. Moich bohaterek – utrapionych , beztroskich  szczęśliwych, nieszczęśliwych, starszych , młodszych, głupszych, mądrzejszych i innych…. kobiet. Mobilizuję wszelkie siły, zbieram resztki ich – tych niewyeksploatowanych  w codziennych zmaganiach z normalnym  życiem, by kończyć pierwszą część nowej powieści. Niecierpliwość we mnie wzbiera, bo kolejne pomysły lokują się głowie, a ja się boję, że ulecą albo zwyczajnie nie stanie mi czasu.

                Zastygam wpół ruchu, bo pytanie mojego syna zupełnie wybija mnie z trajektorii myśli. Patrzę na niego. Z twarzy Marcela sczytuję wyczekiwanie. Oparty o ścianę, w pozie cwaniaczka, mówi, nie czekając na odpowiedź:

- Bo Jetsonowie są tacy nowocześni. Nie sądzisz?

Pewnie że nie sądzę,  bo zupełnie zapomniałam o  Flinstonach, o Donaldach i nawet Bolki i Lolki ulotniły się  z mojej głowy.

-  A ty, mamuś, jaką bajkę najbardziej lubiłaś?

- Bolka i Lolka, potem….Tom i Jerry…  - usiłuję sobie natychmiast przypomnieć, bo on czeka.

- A teraz? – Marcel nie odpuszcza.

Denerwuję się, bo cały dzień spełzł mi na tysiącu spraw, a teraz zamierzałam pisać. Nie szukam więc odpowiedzi, ale chcę spławić dzieciaka.

- Teraz Pingwiny, ale Marcel, proszę – zamierzam  zakończyć ten dialog, bo  właśnie przyszło mi do głowy  jakieś zgrabne rozwinięcie wątku związanego  z Niną – bohaterką  mojej powieści

- Wiem, wiem – przerywa mi syn.  – Rozumiem cię. Wiem że to dla ciebie ważne…. Daj mi tylko buziaka i przytul.

Mierzwię czuprynę Marcela, cmokam go szybko w usta i wracam do pracy.

                 Nie klei się. No nie! Zamykam klapę laptopa i idę za nim. Razem pooglądamy Pingwiny….