czwartek, 4 kwietnia 2013

Każdemu wolno kochać… czyli o poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: Czy istotnie prawo do miłości wygasa w wieku pięćdziesięciu, sześćdziesięciu lat?


Każdemu wolno kochać… czyli o poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: Czy istotnie prawo do miłości wygasa w wieku pięćdziesięciu, sześćdziesięciu lat?

zdjęcie ze strony

 



Matka i córka   ( dopisek z 2017 roku) Powieśc ukazała się w wydawnictwie Prószyński i Ska, pod tytułem Matka swojej córki  http://www.proszynski.pl/Matka_swojej_corki-p-34821-.html

Powieść o Ninie – siedemdziesięcioletniej kobiecie.

Zainteresowanie w literaturze kobietami ( po tzw. kwiecie wieku) jest niemal znikome. Owszem pojawiają się one jako pensjonariuszki domów opieki (Dom Róży) lub jako spadkodawczynie, ewentualnie jako ofiary swoich niegodnych dzieci, sporadycznie zaś są obiektem westchnień, czy uniesień mężczyzn (Doris Lessing). Po 50 roku życie kobiety traci swoją seksualność. I o ile jeszcze „czterdziestki” mogą liczyć na odmianę swego losu ( najczęściej wtedy odkrywają nowe pokłady sił, znajdują w sobie nowe predyspozycje i talenty), rzucają wyzwanie losowi i gdzieś na rubieżach wschodnich, zachodnich czy jakichkolwiek innych wiją nowe gniazda ( najczęściej agroturystyczne), znajdują mężczyzn, którzy jak się wydaje całe życie się przed nimi ukrywali, by na koniec pojawić się niemal jak deux ex machina i osłodzić im  drugą młodość. O tyle kobiety starsze... po pięćdziesiątce,  a  już nie daj Bóg! po sześćdziesiątce i dalej, są pozbawione marzeń (o sobie, o miłości ) i nawet nie śmią ich  mieć, ogołocone z tęsknot, z oczekiwań... Ich rola życiowa poprzestaje na doegzystowaniu do końca, na dowegetowywaniu, choć ono może trwać i trwać – nawet kolejne dzieści lat!. Odbiera im się poniekąd prawa do miłości. Pozbawia niezależności, odbiera seksapil, na  którego budowaniu spełzło im życie. O takiej kobiecie jest moja powieść Matka i córka. Nina – siedemdziesięcioletnia kobieta, która nie odmawia sobie prawa do kobiecości. Maluje na czerwono usta, jest świadoma swego ciała, ma tęsknoty, z których nie umie, może nawet nie chce się wyzwolić. Nina to kobieta prawdziwa.

Dysonans między życiem a jego wyobrażeniem., między marzeniami a faktem, między tym, czego oczekiwała, a tym, co się zdarzyło silą rzeczy musi prowadzić do … rozsypania się psychiki, prowadzi na skraj przepaści… I tu znowu mamy do czynienia z owym niewygodnym syndromem wieku, w którym „już nie wypada”, nie przystoi. Nina pije, choć w jest w t y m  w i e k u! Jest to tak samo niestosowne jak uprawianie seksu, czy malowanie ust na czerwono. Ninę poznajemy w dwóch częściach powieści – I cześć – „Ona – Nina”. Narrator/ka prowadzi nas do poznania kobiety krótką drogą ( jeden dzień – od wczesnych godzin przedpołudniowych – do późnych popołudniowych), odkrywając przed nami życie Niny; poszczególne zdarzenia, rodzinę itd.), usiłuje nam pokazać zwyczajne  życie, bez  glazury, bez blichtru, ale i bez jakiegoś dramatyzmu, wyciskającego łatwe łzy. Życie jak życie! 

Co jest w mojej powieści innego, co może skłonić do sięgnięcia po nią. Może właśnie brak konfabulacji, autentyczność postaci a nade wszystko ukazywanie kobiety, której życie nie kończy się wraz z menopauzą, a marzenia nie dotyczą li tylko  przyszłości dzieci, wnuków i lekkiej śmierci. Bo książka jest dla kobiet w każdym wieku, bo już minęły czasy, kiedy kobiety w  t y m  w i e k u wycofywały się z życia i założywszy chustkę na głowę z pokorą czekały na śmierć, bo współczesne kobiety nie chcą pozbawiać się atrybutów swojej kobiecości, wyrzekać miłości, godzić się spolegliwie ze starością…

Druga część – „Ja – Joanna” – to nieco inna perspektywa. To córka patrzy na matkę…. I choć nie mamy wątpliwości, że kobiety kochają się i są dla siebie ważne, to jednak nie ma możliwości ( chyba), by dało się pogodzić pewne racje kobiet, których dzieli – bagatela! – tylko jedno pokolenie. W formie zamierzonych, ale nieodbytych rozmów telefonicznych Joanna przekazuje czytelnikowi wiedzę o matce. Ale nie tylko Nina jest tu obiektem eksploracji kobiecej psychiki, bo i sama Joanna – narratorka zostaje jej poddawana.

Joanna przynależy do świata Niny w naturalny sposób – jako córka. Niemniej nie potrafi zrozumieć matki, nie próbuje jej zrozumieć, nie widzi w niej kobiety – takiej samej jak ona –nie chce poznać przyczyn, które doprowadziły do takiej sytuacji, że kobiety oddalają się od siebie. Z pewną abominacją patrzy na destrukcyjne poczynania matki. Ma do niej żal, że ta nie daje się obarczać jej życiem, problemami z mężem, dziećmi jakby wciąż jej było mało owej matczynej pieczy. Nie widzi, że bagaż życia i doświadczeń Niny jest pełny po brzegi i musi puścić, wysypać się. Nic więc dziwnego, że stało się, jak się stało.

 PS.

Powieść się pisze… Czekam na uwagi, sugestie, refleksje…


Zapraszam również do odwiedzenia tej strony