czwartek, 9 lutego 2012
Mea culpa
Ależ ja mam bałagan na tym blogu! Proszę o wybaczenie wszystkich odwiedzających. Przyjdzie czas i nauczę się :)
Zapiski czynione z doskoku: zamiast słów, zamiast autoreklamy, zamiast ... Z...
Zapiski czynione z doskoku: zamiast słów, zamiast autoreklamy, zamiast ... Z...: http://www.youtube.com/watch?v=GTuAAaDGK2g
środa, 8 lutego 2012
kiedy noc zapada
Rachunek
całkiem niepotrzebnie
Zrobiło się smutno
Pomyślałam
sobie o tym
co za mną
i czy dużo przede mną.
Zsumowałam
plusy i minusy
Liczyłam
ile łez spłynęło
Ważyłam słowa,
które między nami krążyły
Próbowałam
objąć szczęścia i nieszczęścia
Dodawałam
sensu życiu
Odejmowałam
dni obojętne
Dzieliłam
swą miłość na wszystkich
Dokonałam rachunku
modlitwa
pozwól mi,Panie, na chwilę spokoju
pozwól mi, proszę, na chwilę radości
jeszczełzy nie zleciały z mojej twarzy
jeszcze ogarek rozpaczy tli się
a Ty już gotujesz mi nowe bóle
na ciężką zapraszasz próbę
daj mi ,o Panie, moment zapomnienia
pokażmi świat kolorowy
naucz mnie iść z podniesioną głową
usuńz mej drogi przeszkody
wybacz mi, Panie, że chciałam zbyt wiele
że nie umiałam spokornieć
że kiedy miłość zawrzała w mym życiu
o wszystkim musiałam zapomnieć
przyjmij mnie teraz do siebie, o Panie,
bo przecież umiesz wybaczać
niedziela, 5 lutego 2012
Zapiski czynione z doskoku: napisałam
Zapiski czynione z doskoku: napisałam: bieg biegłam szybko przed siebie dystans długi – czterdzieści i ileś lat biegłam na przełaj, na oślep, na czas bie...
sobota, 4 lutego 2012
Z doskoku
Od
dawna ( a przynajmniej ja nie pamiętam) zima
nie zaskoczyła. Zjawiła się nieco później, najpierw strasząc mrozem, a w końcu
sypnęło śniegiem. Nikt nie wyklinał, nie było sensacji w telewizji. Służby drogowe
sprężyły się i już w wczesnego ranka odśnieżyły, co trzeba odśnieżyć, posypały
solą, czy piaskiem co tego wymagało. Poprzestawiałam swoje zajęcia, niektóre musiałam sobie odpuścić i poszłam z
moim synkiem na spacer. Mróz szczypał gdzie popadło, śnieg prószył i skrzypiał
pod butami, świat błyszczał w milionach drobin. Ciągnęłam sanki, na których siedział
uszczęśliwiony Marcel i po raz kolejny uzmysłowiłam sobie, że świat naprawdę
jest piękny. Pod śniegiem zostały wszelkie brudy. Mijałam ludzi, którzy uśmiechali
się do mnie i nie dopuściłam myśli, że mogłoby być inaczej i np. śmieją się ze
mnie. Na promenadzie przy jeziorze co chwilę ktoś przystawał, spoglądając na
jezioro tonące w promieniach słońca. Tylko rozkrzyczane kaczki, łyski i
łabędzie nieme pływały w wodzie – niezupełnie niezadowolone z ograniczonej
przestrzeni…
Świat
jakby spowolnił… Chuchając w dłonie – na przemian raz w jedną, raz w drugą,
wróciłam do domu – szczęśliwa, że wszystko wraca do normy, że istnieje ład
ponad przyziemnymi rzeczami – zima jest
zimą, mróz czerwieni policzki, śnieg skrzy się cudnie… , a za chwilę będzie wiosna...
Rozgrzałam
się gorącą herbatą i moją ukochaną Cesarią.
http://www.youtube.com/watch?v=S70URTg6CDo
To
był kolejny „dobry dzień”…
Zmarzniętym dedykuję
Subskrybuj:
Posty (Atom)