niedziela, 12 lutego 2012

Byłam, zobaczyłam, nawet nieco się wzruszyłam i wróciłam…




Spektakl „Kochać”



Niewielki, ale stylowy sympatyczny teatr im. J. Osterwy w Gorzowie kolejny raz sprawił widzom przyjemność. Tym razem – drugim po Trzy razy Piaf wyreżyserowanym przez Artura Barcisia – spektaklem  pod mało oryginalnym i bardzo zwyczajnym tytułem „Kochać”. (Tak po prostu w formie zwykłego bezokolicznika „Kochać” i tyle!)

Oto w atmosferę wziętą rodem z poprzedniej epoki wprowadzają nas biało-czarne zdjęcia, wywołujące na ustach uśmiech. Dobrze, bo widać, że przeszła epoka z wolna zaczyna budzić nie tylko złe emocje, poczucie straconych szans, ale umiemy doszukać się też i mniej mrocznych stron. Chociażby muzyki…

Kto z nas ( mówię o moim pokoleniu i tym nieco starszym i tym nieco młodszym) nie zna Szczepanika, jego tęsknych nut, jego obrazów pełnych kormoranów, pożółkłych kalendarzy, kto nie zanuci  pod nosem albo tylko w myślach „Kochać” albo nie miał ochoty wykrzyczeć tej drugiej osobie: „nigdy więcej nie patrz nam mnie takim wzrokiem”?

Czytając wszelkie recenzje, opinie bałam się trochę, że znów ktoś każe  mi wracać do przeszłości, dokonywać ocen.  Na szczęście obyło się bez… wprawdzie podczas trwania pojawia się ktoś ( jakiś tajniak w prochowcu ), ale na dobrą sprawę … ja… nie wiem… o co z nim chodziło… Cóż! Zamysł reżyserski nie zawsze musi pozostawać czytelny.

Fabuła jest jak najbardziej prosta i nawet banalna… Bo i co takiego się dzieje…? Niby nic!

Ktoś kogoś kocha, ktoś musi się rozstać, ktoś na kogoś czeka, ktoś coś wspomina, ktoś ma marzenia i one się spełniają… I tylko śpiew i taniec… Może nawet pada jakieś zdanie, ale jest zupełnie bez znaczenia. I tak wszystko wiadomo…

A ja siedziałam na widowni i słuchałam… Zdarzyło się, że jakaś nostalgia, jakieś wspomnienie  spłynęło łzą, zaraz dyskretnie wytartą, nogi niespokojnie wierciły się pod fotelem. Biegłoby się na tę salę dancingową! Oj biegło!

Ale po brawach światła zgasły i czas wracać do swojego życia. I tu też: ktoś kocha, kogoś trzeba pożegnać, coś zostaje za nami w sferze wspomnień… Samo życie!  Szkoda tylko że nie wszystko da się wyśpiewać, nie zawsze znajdzie się odpowiedni rytm do tańca, czasem orkiestra przestaje grać… Szkoda! Ale po cóż by wówczas były teatry?

Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć wszystkim - Kochać!







O tym, jak banał nobilitował do rangi… ? Czort wie jakiej!


O tym, jak banał nobilitował do rangi… ?  Czort wie jakiej!

Fakt, że ów banał zdjęty rodem z magnesowej tabliczki z Rossmana zajął mi ileś godzin, pozwala na nazywanie rzeczy „nobilitacją”, bowiem inne spływają po mnie jak po przysłowiowej kaczce.
„Zestarzej się ze mną. Najlepsze jeszcze przed nami”.
Kupiłam go mojemu Krzysztofowi… Kupiłam za resztę pieniędzy, które miałam w portfelu, kupiłam, bo mi się spodobał, bo chciałam coś zasugerować, bo wydał mi się fajny, bo zdradził moje oczekiwania,  bo był kolorowy, bo mówił – o tym  – w sztampowy sposób – o czym ja pewnie myślałam, ale nie udało mi się znaleźć odpowiednich słów… Kupiłam go, bo była to jedyna rzecz, którą mogłam kupić…
Od piętnastu minut byłam wściekła! Szliśmy na parking. Niesubordynowana łza spłynęła po mej twarzy… Bóg łaskaw, że mróz jak jasna pogoda i łatwo się wyłgać:
- Szczypie w oczy, że trudno zahamować łzy – powiedziałam  mu…
Nie uwierzył. Widział moje rozanielone, pełne zachwytu oczy lecące na wprost witryny ulubionego sklepu. Bił się sam ze sobą, ale był pragmatykiem. Cholernym realistą! Niby nic, powiódł mnie dalej…. Na parking i do domu…
Droga z Gorzowa do Barlinka  wydłużała się krnąbrnie i złośliwie… Po Kłodawie to zawsze starczyło na zaledwie kilka myśli… tymczasem dzisiaj  pół życia!
Nie czekałam na nic! Sobota – czas  odpoczynku! Niedziela to już stan gotowości! Wytarłam z twarzy niesforną łzę  i rozczarowanie…
Matka – żona, żona – matka…  Konsekwencja wyborów… Kurczak – ubity, opanierwonany skwierczał na patelni… Sączyliśmy szklankę jakiegoś Bordeaux…
- Gdzie masz tę tabliczkę – zapytał. Poruszyłam ramionami.
Wisiała już wśród innych tandetnych rzeczy…
A potem zaczął się koncert życzeń… Laptop, youtube… i  banał… jak z trywialnej powieści…( Tyle tylko, że to się zadziało de facto)
Sobotnia play lista




4.      http://www.youtube.com/watch?v=2e3CFIHCe8M&feature=related Choć  wiem, że są też i inne doskonałe wykonania



Jest późno… Ja jeszcze nie śpię…  słucham… Historia ludzi… Moja historia… nikt nie zrozumie powyższego zestawu… ( a przez tyle lat zgromadziło się takich ileś tam… I jeszcze się zgromadzi…Nie można przewidzieć końca… Nie należy się jego spodziewać. Każdego dnia chciałabym żyć tak jak bym się właśnie urodziła… Czas przeszły podobnie jak przyszły pozostaje pewną abstrakcją… Subtelna różnica, przeszłość ma swoje konsekwencje…