poniedziałek, 13 lutego 2012
niedziela, 12 lutego 2012
Byłam, zobaczyłam, nawet nieco się wzruszyłam i wróciłam…
Spektakl „Kochać”
Niewielki, ale stylowy sympatyczny
teatr im. J. Osterwy w Gorzowie kolejny raz sprawił widzom przyjemność. Tym
razem – drugim po Trzy razy Piaf wyreżyserowanym przez Artura Barcisia – spektaklem
pod mało oryginalnym i bardzo zwyczajnym
tytułem „Kochać”. (Tak po prostu w formie zwykłego bezokolicznika „Kochać” i
tyle!)
Oto w atmosferę wziętą rodem z poprzedniej
epoki wprowadzają nas biało-czarne zdjęcia, wywołujące na ustach uśmiech. Dobrze,
bo widać, że przeszła epoka z wolna zaczyna budzić nie tylko złe emocje,
poczucie straconych szans, ale umiemy doszukać się też i mniej mrocznych stron.
Chociażby muzyki…
Kto z nas ( mówię o moim
pokoleniu i tym nieco starszym i tym nieco młodszym) nie zna Szczepanika, jego
tęsknych nut, jego obrazów pełnych kormoranów, pożółkłych kalendarzy, kto nie
zanuci pod nosem albo tylko w myślach „Kochać”
albo nie miał ochoty wykrzyczeć tej drugiej osobie: „nigdy więcej nie patrz nam
mnie takim wzrokiem”?
Czytając wszelkie recenzje,
opinie bałam się trochę, że znów ktoś każe
mi wracać do przeszłości, dokonywać ocen. Na szczęście obyło się bez… wprawdzie podczas
trwania pojawia się ktoś ( jakiś tajniak w prochowcu ), ale na dobrą sprawę …
ja… nie wiem… o co z nim chodziło… Cóż! Zamysł reżyserski nie zawsze musi
pozostawać czytelny.
Fabuła jest jak najbardziej
prosta i nawet banalna… Bo i co takiego się dzieje…? Niby nic!
Ktoś kogoś kocha, ktoś musi się
rozstać, ktoś na kogoś czeka, ktoś coś wspomina, ktoś ma marzenia i one się
spełniają… I tylko śpiew i taniec… Może nawet pada jakieś zdanie, ale jest
zupełnie bez znaczenia. I tak wszystko wiadomo…
A ja
siedziałam na widowni i słuchałam… Zdarzyło się, że jakaś nostalgia, jakieś wspomnienie
spłynęło łzą, zaraz dyskretnie wytartą,
nogi niespokojnie wierciły się pod fotelem. Biegłoby się na tę salę dancingową!
Oj biegło!
Ale po brawach światła zgasły i
czas wracać do swojego życia. I tu też: ktoś kocha, kogoś trzeba pożegnać, coś
zostaje za nami w sferze wspomnień… Samo życie! Szkoda tylko że nie wszystko da się wyśpiewać,
nie zawsze znajdzie się odpowiedni rytm do tańca, czasem orkiestra przestaje
grać… Szkoda! Ale po cóż by wówczas były teatry?
Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć wszystkim - Kochać!
O tym, jak banał nobilitował do rangi… ? Czort wie jakiej!
O
tym, jak banał nobilitował do rangi… ?
Czort wie jakiej!
Fakt, że ów banał zdjęty rodem z magnesowej
tabliczki z Rossmana zajął mi ileś godzin, pozwala na nazywanie rzeczy
„nobilitacją”, bowiem inne spływają po mnie jak po przysłowiowej kaczce.
„Zestarzej
się ze mną. Najlepsze jeszcze przed nami”.Kupiłam go mojemu Krzysztofowi… Kupiłam za resztę pieniędzy, które miałam w portfelu, kupiłam, bo mi się spodobał, bo chciałam coś zasugerować, bo wydał mi się fajny, bo zdradził moje oczekiwania, bo był kolorowy, bo mówił – o tym – w sztampowy sposób – o czym ja pewnie myślałam, ale nie udało mi się znaleźć odpowiednich słów… Kupiłam go, bo była to jedyna rzecz, którą mogłam kupić…
Od piętnastu minut byłam wściekła! Szliśmy na parking. Niesubordynowana łza spłynęła po mej twarzy… Bóg łaskaw, że mróz jak jasna pogoda i łatwo się wyłgać:
- Szczypie w oczy, że trudno zahamować łzy – powiedziałam mu…
Nie uwierzył. Widział moje rozanielone, pełne zachwytu oczy lecące na wprost witryny ulubionego sklepu. Bił się sam ze sobą, ale był pragmatykiem. Cholernym realistą! Niby nic, powiódł mnie dalej…. Na parking i do domu…
Droga z Gorzowa do
Barlinka wydłużała się krnąbrnie i
złośliwie… Po Kłodawie to zawsze starczyło na zaledwie kilka myśli… tymczasem
dzisiaj pół życia!
Nie czekałam na
nic! Sobota – czas odpoczynku! Niedziela
to już stan gotowości! Wytarłam z twarzy niesforną łzę i rozczarowanie…
Matka – żona,
żona – matka… Konsekwencja wyborów…
Kurczak – ubity, opanierwonany skwierczał na patelni… Sączyliśmy szklankę
jakiegoś Bordeaux…
- Gdzie masz tę tabliczkę – zapytał. Poruszyłam
ramionami.Wisiała już wśród innych tandetnych rzeczy…
A potem zaczął się koncert życzeń… Laptop, youtube… i banał… jak z trywialnej powieści…( Tyle tylko, że to się zadziało de facto)
Sobotnia play lista
4.
http://www.youtube.com/watch?v=2e3CFIHCe8M&feature=related
Choć wiem, że są też i inne doskonałe
wykonania
Jest późno… Ja
jeszcze nie śpię… słucham… Historia
ludzi… Moja historia… nikt nie zrozumie powyższego zestawu… ( a przez tyle lat zgromadziło
się takich ileś tam… I jeszcze się zgromadzi…Nie można przewidzieć końca… Nie należy
się jego spodziewać. Każdego dnia chciałabym żyć tak jak bym się właśnie
urodziła… Czas przeszły podobnie jak przyszły pozostaje pewną abstrakcją…
Subtelna różnica, przeszłość ma swoje konsekwencje…
czwartek, 9 lutego 2012
Mea culpa
Ależ ja mam bałagan na tym blogu! Proszę o wybaczenie wszystkich odwiedzających. Przyjdzie czas i nauczę się :)
Zapiski czynione z doskoku: zamiast słów, zamiast autoreklamy, zamiast ... Z...
Zapiski czynione z doskoku: zamiast słów, zamiast autoreklamy, zamiast ... Z...: http://www.youtube.com/watch?v=GTuAAaDGK2g
Subskrybuj:
Posty (Atom)