wtorek, 16 października 2012

Refleksje okołourodzinowe, czyli o tym, dlaczego to kobiety tak bardzo wstydzą się swoich lat i upierają się przy tym, że kobiety o wiek pytać nie przystoi


- Janka! – zawołała Aśka, targając w ręku wielkiego jak palma wielkanocna kwiata, obwiązanego w sizale, zakutanego jakimiś nitkami, niteczkami, koralikami… – Janka! Stój! Chcę ci złożyć życzenia! Przecież dzisiaj kończysz … lat! Noo! Janka!

Aśka dorwała się obściskując i namacując wszelkie oponki, wałeczki, zaglądając głęboko w nieco zapadnięte oczy, których kąciki rozszczepiały się promieniście w wiązki kurzych łapek, cmokała w poliki pokryte make- upem niczym stare meble politurą…

- To ja ci życzę w dniu twoich ( tu pada fatalna liczba) urodzin: pieniędzy, zdrowia, wnuków, wnuczek itd., itd., zapominając zupełnie o życzeniu szaleństwa,  miłości, fantazji, spełnionego seksu, nieprzespanych nocy…

Janka popatrzyła na koleżankę ze smutkiem pomieszanym z litością i pogardą. Zwłaszcza w chwili, gdy ta z niefrasobliwością właściwą trzydzistoparolatkom wycedziła koniec końców te przeżyte lata. Chciała złapać tego badyla, tego monstrualnego kostura, tego ostentacyjnego krzaczora i cisnąć go w cholerę jasną, co by jej nie przypominał tych lat, ale też i dlatego, by pokazać tej głupiej Aśce – sruli i gówniarze, tej smarkatej, tej dzierlatce, że POWAŻNEJ KOBIECIE ŻYCZEŃ URODZINOWYC SIĘ NIE SKŁADA, a jeśli już to w żadnym! ale to w absolutnie żadnym wypadku NIE WYMIENIA SIĘ LICZBY LAT. Psia mać!

            Ostatni raz obejdę ostanie -dzieści, zacznie się pierwsze -dziesiąt. Za rok. Ludzie, a chyba w szczególny sposób kobiety mają wyjątkowy dar do zajmowania się rocznicami, swoimi urodzinami, Nowymi Rokami (J), końcami czegoś i początkami czegoś. Wtedy to właśnie snują refleksje, dokonują rozrachunków. Analizują, rozdrapują, jątrzą, obwiniają się za rzeczy nieudane, karcą za te niewydarzone. I tak wpędzają się w kolejne stany depresyjne, kładąc sobie na głowie świat swój, ich ( czyli mężów) i ich ( czyli dzieci) i nic dziwnego że ciąży im na sercu, duszy ów kolejny krzyżyk. Nie dziwne więc, też, że kryją swój wiek, bowiem różnie to bywa z tym bilansem. Bywa, że jedna, czy druga dojrzała czterdziestka, ma taki bagaż doświadczeń, dokonań, które w żaden sposób nie konweniują z owym licznikiem. A bywa i tak, że czas odznaczył się na twarzy, figurze, włosach i oczach, a za liczbą lat…pustka.

            Kobiety o wiek się nie pyta – powiadają. A dlaczego nie! Zapytacie mnie, ile mam lat? Z przyjemnością odpowiem: zaraz skończę czterdzieści dziewięć. I co?! Korona z głowy mi nie spadła. Mam czterdzieści dziewięć lat. I to akurat tyle, że zdążyłam dobrze wyjść za mąż za faceta, dzięki któremu jestem tu gdzie jestem, mam to co mam i mogę robić, co lubię. Zdążyłam urodzić wspaniałych synów w liczbie – cztery sztuki, skończyłam wiele szkół, otoczyłam się niemałym gronem ludzi bliskich, w tym znajdą się ci, których mienię PRZYJACIÓŁMI. Napisałam kilka powieści i kilkadziesiąt a może i kilkaset wierszy. Przeczytałam setki, a może i więcej dobrych rzeczy, zachwyciłam się tyloma dźwiękami, że sama zaczęłam grać… na czym popadnie. Byłam tu i ówdzie…

            A żeby nie tak lukrowato, słodko i mdląco, bo (od nadmiaru słodyczy niedobrze się robi) a poza tym: przecież powiadają, „cymbał kto chce, by w życiu było łatwo” doznałam i smutku rozstania, i rozczarowań, i stoczyłam wiele bitew z życiem, biorąc od niego nieraz cięgi, ale niekiedy udało mi się wyjść z tych potyczek obronną ręką. Bywało, że uchodziłam pokiereszowana, długo liżąc rany…

No cóż! Czymś trzeba wypełnić ową formę życia! By nie pozostała pusta…

Fajnie jest mieć urodziny! Mam co świętować!  Póki co … odliczam!

 ***

kiedy stałam się na ziemi
Pan Bóg zrobił sobie drzemkę
i jeszcze się nie obudził
czterdzieści lat - to dla Niego moment

i tak jestem na tym świecie
bez porządku bez zamysłu
i tak jestem   po omacku
kopiuję życie miliona innych żyć

ale kiedy się Pan Bóg już ocknie
i w popłochu spoglądnie  na ziemię
dojrzy w tłumie błądzące samotnie
chaotyczne zdziwione istnienie

i poprosi mnie Pan Bóg do siebie
na  prywatną rozmowę w dwa serca
poda rękę, otworzy mi oczy
zaprowadzi mnie prosto do nieba

potem wróci do siebie zdumiony
że umknęło coś Jego uwadze
wszystkich poznał - milionów miliony
tylko ja -

            ni stąd ni zowąd

***

biegłam szybko przed siebie
dystans długi – czterdzieści i ileś  lat
biegłam na przełaj, na oślep, na czas
biegłam mimo wszystko

wokół nie było nikogo
droga wiła się, kłębił się las
nie spojrzałam czy za mną jest ktoś
nie sprawdzałam ile już jest za

biegłam - choć nieraz brakowało tchu
biegłam  tym szaleńczym pędem
ludzie z politowaniem kiwali głowami
odpocznij - słyszałam tam i tu

a ja - nie- ja chciałam przegonić
czas, śmierć, nieszczęście i zło
i wierzyłam że mogę uchwycić
życia sens